Biała (XXXII)

mikakamaka 25/12/2016 22:45 1 Permalink 109

Ciężko było mi usiąść do tej części bo wiedziałam, że będzie kończyła „Białą”. To takie pożegnanie z bohaterką i aż dziw bierze, że można się przywiązać do kogoś, kto powstał w głowie 🙂
Cudowne w tworzeniu Ewki było to, że braliście w tym czynny udział. Tak naprawdę to swoimi wypowiedziami bardzo często wpływacie na losy postaci w opowiadaniach.

Ten wstęp napisałam przed przystąpieniem do ostatniej części. Po to, by się upewnić w postanowieniu zakończenia „Białej”, a trudne to 😀
Kto wie, czy nie wrócę do Ewki, nie dopiszę ciągu dalszego kiedyś 😀
Taką furteczkę sobie zostawiam, żeby mi nie było smutno 🙂

ps. Podczas pisania stwierdziłam, że to jeszcze nie ostatnia część.
Przepraszam, ale tak wyszło. Jeśli nic się nie pomiesza, to jutro kolejna, może właśnie zamykająca 😀

ps2. Piszę to kolejnych kilka godzin później.
Nie wiem, czy skończy się na jeszcze jednej części. Postaram się zamknąć „Białą” w roku 2016 😀
Wybaczcie i jeszcze raz HO HO HO, kurde!

Oczekiwałam odpowiedzi. Tylko odrobinę liczyłam na to,  że będzie wyrażona słowami. Poznałam już trochę Sebastiana i wiedziałam, że woli zachować dla siebie własne myśli. Małomówny człowiek, większość pokazujący w działaniu.

Wyciągnął po mnie ramiona, zagarnął do siebie i przytulił. Przylgnęłam do twardej piersi, w której jak oszalałe biło serce. Czyżby dla mnie?

– Zapragnąłem cię w momencie, w którym zobaczyłem, jak z groźną miną wchodzisz po schodach AWF. – Czułam ciepło oddechu we włosach, na czubku głowy. – Zanim dowiedziałem się że to twoja krew mnie uratowała. Tak po prostu. Może to właśnie nazywają miłością od pierwszego wejrzenia?

Mówił o miłości. On, twardziel, skryty człowiek.

– Teraz mi to pokaż. – Odsunęłam się na tyle, by zajrzeć mu w oczy.
– Czekałem na to. – Nie krył radości.

Wziął mnie za rękę, pociągnął za sobą do samochodu. Otworzył tylne drzwi, wsiadł, weszłam za nim. Przez chwilę siedzieliśmy zwróceni twarzami do siebie, patrząc sobie w oczy. W jego widziałam wszystko, lecz najmocniej przebijało uczucie radości.
Tak, właśnie radości, nie triumfu.

Wiedziałam, że czeka na mój ruch. Miałam do niego przyjść, tak to kiedyś powiedział.

Przysunął dłoń do mojej i przejechał małym paluszkiem po zewnętrznej krawędzi. Drobny gest wystarczył, bym podnieciła się momentalnie. Trochę absurdalne to było, bo ledwie musnął miejsce, które nie było erogenne. Impuls powstały podczas dotyku wystrzelił jednak w górę, wprost w najczulszy organ – mózg.

Zdjęłam przez głowę bluzę wraz z koszulką. Stanikowi poświęciłam uwagę o kolejny ruch i jeszcze jeden na ściągnięcie spodni z bielizną. Pistolet położyłam ostrożnie na podłodze, obok wylądowała kupka ciuchów, pod nią spoczywały buty. Wyprostowałam się wiedząc, że mi się przygląda.

– Rozbierz się, proszę – brzmiałam bardzo cicho. Nagle tak czarodziejsko się zrobiło.

Odwróciłam się ku niemu, klęcząc na kanapie samochodu. Dla mnie było sporo miejsca. Sebastian sam był spory, więc miał ograniczone pole manewru. Przyjemnie się patrzyło na wyłaniającą się spod ubrań nagość. Gdy zdejmował spodnie, pochylając się do przodu by odsznurować buty, aż mnie coś ścisnęło w żołądku. Patrzyłam na pięknie wyrzeźbione ciało i wzwód, czekający na mnie.

Rozebrał się, oparł wygodnie i czekał na mój ruch. Mina nie wyrażała nic, poza podnieceniem. W oczach migotało pomieszanie radości i rozbawienia.

– Mam sama przyjść do ciebie? – Uniosłam brwi, powstrzymując uśmiech.
– Taki był układ. – Wzruszył ramionami.

Westchnęłam teatralnie tylko po to, by nie widać było jak bardzo tego pragnę.

– I po co się powstrzymujesz? – Odgadł mnie jak zwykle. – Przecież chcesz tego.

Miał rację. Znowu włączyły mi się obawy.

Precz z mojej głowy! – krzyknęłam im w umyśle.

 Przerzuciłam nad nim udo, siadając okrakiem. Odsunął biodra od oparcia na tyle, bym swobodnie mogła się przysunąć, przylgnąć ciałem do ciała.

Uniosłam biodra by się na niego nabić, ale nie pozwolił mi. Złapał mnie w pasie, docisnął w dół i do siebie. Miałam gorącego i twardego penisa na brzuchu, przyciśniętego do łechtaczki, ale nie mogłam się na niego nadziać.

– Za chwilę. – Uśmiechnął się pobłażliwie, czyli znów wszystkie emocje musiały mi się odbić na twarzy. – Spieszy ci się gdzieś?

Chciałam odpowiedzieć, ale nie zdążyłam. Przyciągnął moją twarz do swojej i pocałował. Mocno, głęboko, z pasją. Czułam, że tym właśnie pocałunkiem próbuje powiedzieć o tym, że mnie kocha, że tęsknił za mną, choć miał mnie w zasięgu ręki, że okiełznanie własnych potrzeb było trudne, ale warte czekania.

– Też cię kocham – wyznałam zdumiona, odrywając się od niego na chwilę.

Podświadomość powiedziała to za mnie, ale dzięki temu właśnie zdałam sobie sprawę z faktu, ze zakochałam się w Sebastianie. A może on obudził we mnie miłość tym, że nie ponaglał, powstrzymywał się. Pokazał mi tym własną wartość i to, że szanuje mnie nie traktując jak samicy, za pomocą której można zrobić sobie dobrze.

Moje wyznanie podziałało na niego, jakby ktoś uczynił wyrwę w tamie. Pocałunki równoczesne z pieszczotą dłoni. Głęboka penetracja językiem, zmieniła się w wilgotne usta błądzące po mej twarzy, szyi, sięgające w końcu piersi. Dłońmi pieścił plecy, po chwili pośladki. Zapuścił się pomiędzy nie palcami, niżej, głębiej, by w końcu penetrować z zaciekawieniem wilgotne wnętrze.
Odbierałam tak wiele bodźców równocześnie, że podniecenie zbyt szybko osiągnęło u mnie stan krytyczny. Gdy poruszył miednicą, dociskając mnie równocześnie do wzwodu, po zaledwie trzech ruchach zacisnęłam powieki i wbijając paznokcie w twarde ramiona, odpłynęłam z jękiem. Zatrzymał się na moment, lecz nim dotarłam do końca szczytu, nim poszybowałam w dół przetoczył się na mnie, układając na siedzeniu. Nie pozwolił mi opuścić góry tęczy. Wszedł we mnie i mocnymi pchnięciami zmusił do pozostania na jej szczycie. Palce wplecione we włosy dozowały przyjemność dotyku skóry głowy. Jęki, gdy wbijał się we mnie, dodały czarodziejską moc pobudzania, w formacie audio. Nim zamarł we mnie drżąc, doszłam po raz drugi. Może to spowodowało, że i on szczytował. Tak bardzo wczuł się w moje emocje, dopasował do nich, że to właśnie moja rozkosz wyzwoliła i jego.

Leżeliśmy w dyszącym bezruchu jeszcze długo. Spoceni i mokrzy sokami miłości. Nim wysunął się ze mnie, a raczej wyśliznął czułam spermę sączącą się ciekłą, lepką gęstością między pośladkami.

– Czy za każdym razem to ja będę musiała inicjować seks, przychodząc do ciebie? – mruknęłam sennie, wodząc palcami po pośladkach Sebastiana.
– Teraz masz przejebane – odmruknął.
– W jakim sensie? – Zaciekawił mnie.
– W takim, że nie dam ci spokoju. – Uniósł się, opierając na łokciach, patrząc mi w oczy z uśmiechem. – Jeśli nie powiesz, że nie chcesz, to wydupczę cię w każdy możliwy sposób, jaki przyjdzie mi do głowy. – Zrobił wymowną pauzę, pozwalając przyswoić zbereźność złożonej obietnicy. – Nie wiesz nawet ile wysiłku kosztowało mnie spanie przy tobie. – Pocałował mnie delikatnie. – Mieć cię w zasięgu kutasa i nie skosztować twojej cipki… – Urwał, marszcząc brwi. – Co ja mówię! Skosztowałem cię i przez to stało się wszystko jeszcze trudniejsze. Smakujesz tak, że mógłbym cię lizać godzinami.

Jęknęłam, gdy otarł się o wciąż spuchniętą łechtaczkę coraz twardszym kutasem.

– Czy mam rozumieć, że chcesz nadrabiać tutaj i teraz? – Grałam nieprzystępną tylko po to, by dać mu możliwość przerwania tego, do czego zdążaliśmy znowu.
– Rozum, jak chcesz. – Wszedł we mnie powoli.

Godzinę później zakładałam ospałymi ruchami ubranie. Źle wycelowałam w otwory majtek. Klnąc zdjęłam je z siebie, gdyż krok bielizny znalazł się na biodrze. Podobny problem miałam ze stanikiem i haftkami zapięcia. Dłonie drżały mi, miałam problem z celnością. Sebastian bawił się moim kosztem.

– Nie śmiej się, tylko mi pomóż! – Odwróciłam się do niego tyłem tak, by mógł zapiąć mi stanik. – To przez ciebie! Jak można tak wypieprzyć kobietę?!
– Słodka Ewuniu. – Zamiast zapiąć biustonosz, wsunął dłonie pod jego miseczki. – Mam tyle sposobów na jakie chcę cię barć, że życia mi nie starczy, by zaspokoić nasze pragnienia.
– Czy chcesz mi powiedzieć, że ty znowu…
– Dokładnie – Nie dał mi dokończyć, mrucząc do ucha i przygryzając płatek. – Znowu i jeszcze raz. I tak do końca świata.
– Koniec świata już przeżyliśmy – zaśmiałam się z własnego dowcipu.
– Więc zaserwujmy sobie wybuch supernowej tak często, jak przyjdzie nam na to ochota.

Wróciliśmy na ranczo po ciemku.

Sebastian bawił się mną i moim dążeniem do spełnienia. Pozwalał mi się rozpalić do czerwoności, by unieruchomić mnie, bezruchem zmuszając do trwania tuż przed spełnieniem.

– Nawet nie wiesz, jak będę się nad tobą znęcał, gdy znajdziemy się zamknięci w sypialni. – Melodyjny głos wypełniał bębenki, a równocześnie wypełnienie między nogami rozpychało mnie i tarło zbyt wolno. – Jeszcze dzisiaj przywiążę cię do ramy łóżka i będę całował, ale nie pozwolę ci szczytować. Będziesz po trzech, może czterech orgazmach. – Pauza zawisła dreszczem obietnicy. – Nie dojdziesz zbyt szybko. Możesz jutro być mało kontaktowa. Możesz nie wydoić krowy. Mam to w dupie – mruczał zbyt seksownie. – Dzisiejsza noc jest nasza, więc przygotuj się na nią.

Jego słowa dotykały mojej seksualności tak mocno i dogłębnie, że mimo ograniczonej swobody ruchów byłam oszalała, rozedrgana i oszołomiona doznaniami.

– Dlaczego tak późno wracacie?! – Oliwka nie kryła oburzenia.

Wiedziałam, że dziecina martwiła się o nas, w szczególności o mnie. Nie mogłam jej powiedzieć, że to z powodu rozkoszy cielesnych, które zawłaszczyły przy okazji i psyche.

– Pojechaliśmy po części, które nie łatwo było zdobyć. – Kłamałam jak z nut. – To nie takie hop siup.
– Martwiłam się po prostu. – Oczy jej się zaszkliły, broda zadrżała. – Dużo ukochanych osób nie wróciło do mnie. Boję się, bo was lubię. Bardzo lubię.

Rozbroiła mnie tym stwierdzeniem, kładąc na łopatki. W gardle ucisnęła gula wzruszenia, łzy same napłynęły do oczu. Patrzyłam na tę drobną istotkę i jej skulone ramiona, wykrzywione w podkówkę usteczka. Na małego człowieka w wieku, w którym nie próbujesz zapanować nad odruchami i emocjami. Są szczere, naturalne, celnie uderzające swoją transparentnością.

– Oliwciu, tez cię kocham. – Wyciągnęłam zapraszająco ramiona. – Będę na siebie uważać, bo teraz wiem, że mam dla kogo. – Coraz śmielej używałam tego potężnego słowa.
– Czyli kochasz mnie? – Upewniła się, wyzwalając swoją naiwną reakcją pierwsze łzy. Te popłynęły mi po policzkach.
– Czyli kocham – potwierdziłam ze ściśniętym gardłem.
– Dobrze. – Ściągnęła po profesorsku brwi. – To mi się podoba. Nie lubię się martwić.
– Postaramy się, byś nie musiała.
– Ok. – Ożywiła się, odsuwając smuteczki. – Idę Antkowi opowiedzieć Calineczkę, bo nie daje mi z tą bajką spokoju.
– Powiedział coś? – Zainteresował się Sebastian.
– Nie. – Oliwka wzruszyła lekceważąco ramionami. – Ja po prostu widzę to, czego on chce. Na razie! – Rzuciła i w podskokach pobiegła do domu.

– Może wyładujemy wszystko jutro? – Sebastian przyciągnął mnie do siebie. – Zostawmy obowiązki i wróćmy do przyjemności.
– Czy ty jesteś seksoholikiem? – Zaśmiałam się, pozwalając przyciągnąć do siebie.
– Ewciu – mruknął mi we włosy. – Przy tobie nie można nie być nałogowcem. Jesteś, jak narkotyk.

109
  • Tony F.P.

    Ależ Miko, nie masz za co przepraszać – brak finału „Białej” bynajmniej mnie nie zasmuca, wręcz przeciwnie. Poza tym, przecież nie możesz na siłę zamknąć Ewie ust, skoro dziewczyna nie skończyła jeszcze snuć swej opowieści, prawda?

    Zbliżenie Ewy i Sebastiana – cud, miód i orzeszki. Nie hot-scenka, tylko piękna scena miłosna. I romantycznie, i ostro – idealnie wyważone. Bardzo mi się podobało.

    Obietnico/groźby Sebastiana gwarantują, że nudą w ich sypialni nie powieje:)

    Oczywiście, pewien niepokój we mnie siedzi, bo jak jest tak dobrze, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jakiś diabełek nagle z pudełka wyskoczy i nastąpi ogólna rozpierdacja. Majaczy mi się, że Sebastian cósik ukrywa – ale może tak mi się tylko wydaje. Zawsze też istnieje możliwość, że Adam sobie przypomni… ano właśnie! Przed nami jeszcze konfrontacja Adama i Ewy – ożeż, jak biblijnie:)