Biała (XXXI)

mikakamaka 20/12/2016 09:42 6 Permalink 77

Zbliżamy się ku końcowi czy tego chcę, czy nie. Jeszcze ze dwie części, może jedna dłuższa, opakowana w błyszczący papier i leżąca pod choinką i machamy Ewce na pożegnanie 😀
Na święta niespodzianka, bo któż ich nie lubi 😀
A teraz miłego czytania i tygodnia. Całusy i nie dajcie się zwariować świątasznemu chaosowi 😉

– Co ci jest? – Sebastian nie wytrzymał mojego przedłużającego się milczenia. – Nic nie mówisz, obgryzasz wnętrze policzka, albo wargę. Coś cię męczy.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Nie mogłam nie docenić jego spostrzegawczości. Znaczyło to, że mnie obserwuje. Wiedziałam również, że własne przemyślenia muszę zachować dla siebie. Nie podzielę się nimi z nikim. Dotyczyły przecież Adama i tego, że wykorzystałam ciało człowieka, który nie gustuje w kobietach. Trudno. Było, minęło, trzeba to wspomnienie zakopać w odmętach niepamięci.

Udało mi się uniknąć konfrontacji z Adamem dzięki temu, że zaraz po śniadaniu pojechaliśmy do miasta. Kierunkiem była Castorama. Musieliśmy znaleźć jakieś części, by uruchomić urządzenie prądotwórcze. Przybyliśmy razem na jednym motocyklu, a ponieważ potrzebny był pojazd, którym przetransportujemy zdobycze, zaczęliśmy od przeglądu dostępnych do zawłaszczenia samochodów. Równiutko zaparkowane stały przed marketem budowlanym i tylko brak kluczyków wydawał się być problemem.
Plan Sebastiana zakładał przeszukiwanie kieszeni truposzy, którzy prawdopodobnie rozkładali się między regałami, lub zostały z nich niedojedzone przez szczury kawałki. Kluczyki winny być nietknięte. Szczur przegryzie wszystko, ale nie będzie się przecież rozsmakowywał w plastiku.
Rozwiązanie okazało się być prostsze, niż podejrzewałam. Przy jednym z pojazdów leżał nieboszczyk z kluczykiem w dłoni, a właściwie leżącym obok ręki, na asfalcie. Pojazd miał pojemny bagażnik i prawie pełny bak. Stwierdziliśmy to po odpaleniu silnika. Chcieliśmy mieć pewność, że zadziała.

– Nosisz przy sobie broń? – Zdziwił się Sebastian.

Wystawałam z auta wyłącznie odwłokiem i znaczyło to, że musiał sobie pooglądać tę moją część ciała. Broń, którą znalazłam w mieszkaniu kamienicy, miałam teraz zatkniętą za pasek spodni na lędźwiach.

– Zawsze, gdy wybieram się w nieznane – oznajmiłam, zamykając drzwi auta.
– Oby nie była ci potrzebna.

Uśmiechał się, ale dojrzałam uznanie w jego oczach.

– Ja idę na lewo, ty na prawo. – Znów przejął dowodzenie, a mi to pasowało. – Poszukaj rozpałki do kominka, to weźmiemy jej trochę na zapas. Baterie paluszki do latarek też są potrzebne. Jakieś rękawice robocze możesz zabrać. Spotykamy się przy kasach za kilkanaście minut.
– Tak jest. – Zasalutowałam mu z poważną miną, odpalając czołówkę.

Nic nie odpowiedział a jedynie westchnął, kiwając głową z pozornie zniesmaczoną miną.
Nie było prądu, więc bez latarki nie mieliśmy szans na sprawne poruszanie się po hali pozbawionej okien. Nie wspomnę już o znalezieniu czegokolwiek.

Turlałam przed sobą wózek, czy raczej plastikowy koszyk na kółkach. Wrzuciłam kilka par rękawic różnego przeznaczenia i koloru na dno zakurzonego transporterka i poturlałam się dalej. Pięć paczek podpałki, którą minęłam w następnej kolejności, garść pudełeczek z bateriami i wolne. Plan zrealizowałam, mogłam sobie pozwiedzać. Przyjemniej byłoby oczywiście, gdybym znajdowała się w markecie z artykułami spożywczymi. Choć z drugiej strony istniało duże prawdopodobieństwo, że musiało tam okropnie śmierdzieć. Stwierdziłam, że do zwiedzania najlepszy byłby Rossman.
Teraz przemieszczałam się pomiędzy regałami, na których połyskiwały śrubki, poukładane były wiertarki i inne, mało interesujące mnie urządzenia.
Postanowiłam przejść na część ogrodniczą tym bardziej, że tam właśnie majaczyło okno. Wpadało przez nie światło dzienne, kusząc normalnością. Przyznałam sama przed sobą, że obawiałam się odrobinę ciemności. Nie na farmie, bo tam było bezpiecznie i od pierwszego momentu poczułam się, jak w domu.

Tutaj było obco i cicho. Zapach artykułów budowlanych nasycił powietrze w hali, której nie wietrzono od dnia katastrofy. Mijałam szczątki ubrań, jakiś but, czasami kobiecą torebkę. I tutaj szczury zrobiły porządek, żywiąc się odpadami, w które zmienili się ludzie.
Zrezygnowałam ze zwiedzania marketu. Jakiś dziwny rodzaj zgrozy mnie przejął, a niepokój usiadł na ramieniu i zakrzywionym paluchem drapał za uchem. Objęłam się ramionami i zrobiłam w tył zwrot w kierunku wózka. Pójdę od razu przed kasy. Tam wpada światło dzienne przez drzwi wejściowe. Dzięki temu że są cały czas otwarte, to i powietrze jest świeższe. W miejscu w którym stałam, śmierdziało czymś niedobrym. Na drugim ramieniu przysiadła stara koleżanka – Panika.

Ruszyłam raźnym krokiem z utęsknieniem nasłuchując Sebastiana. Nie dochodziły mnie żadne dźwięki poza tymi, które wydawałam ja sama. Podeszwy tenisówek wydawały  podobny do tego, który sportowe obuwie na parkiecie sali gimnastycznej. Musiałam użyć całej dostępnej mi siły woli by powstrzymać odruch oglądania się za siebie. Jakby mnie coś kłuło w tył czaszki. Przecież nie wierzę w duchy!

Nabrałam powietrza w płuca i już miałam zawołać Sebastiana, gdy poczułam na policzku powiew powietrza, w nozdrza uderzył nieznany zapach. Zamarłam na bezdechu, a przez głowę przemknęła mi myśl, że powinnam zgasić czołówkę. Z oświetleniem na głowie byłam nie tylko łatwym celem, ale wręcz niczym latarnia morska wskazywałam kierunek i odległość od siebie. Ze strachu sparaliżowało mnie jak wtedy, gdy w zoo dostrzegłam łapy niedźwiedzia. Nie potrafiłam unieść dłoni, ledwie oddychałam.

– Cześć, lalka.

Krzyknęłam, słysząc dobiegające zza pleców słowa. Odruchowo odwróciłam się, a wtedy kolejne „cześć” padło gdzieś z boku.

Dwu facetów – myślałam gorączkowo. – Zamiary względem mnie nieznane. Może dobre, a może wręcz przeciwnie.

– Cześć – przecisnęło mi się przez gardło. Jedno słowo i umilkłam.
– Ale miałeś czuja, żeby tu przyjść. – Zwrócił się nie do mnie. – Ale żeby tak od razu suczkę wyhaczyć? Masz u mnie browca.
– A ty mała? – To ten drugi zwracał się do mnie. – Napijesz się z nami?

Stał tuż obok. Dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa, żołądek zacisnął się nerwowo. Ten człowiek śmierdział czymś wstrętnym. Nie poznałam dotąd takiego odoru. Coś, jak chodzący trup. Objęłam się nerwowo ramionami, choć miałam ochotę uciekać w te pędy.

– Walić alkohol. Mamy go pod dostatkiem. – Zmienił zdanie, łapiąc mnie za pośladek. – Kiedy dotykałeś kobietę? Kiedy ostatnio ruchałeś?
– Nie chcę kłopotów. – Odsunęłam się w bok, byle zwiększyć między nami dystans, przerwać kontakt z jego dłonią. – Ja sobie pójdę, a wy dacie mi spokój.
– Nie, lalka. – spokój w jego głosie przerażał mnie najbardziej. – Nie damy ci spokoju i najlepsze, że nie będziemy mieli kłopotów. Tamten świat się skończył. Teraz można brać to, na co ma się ochotę.

Przysunął się do mnie, oparł o biodro podbrzuszem. Chciał, bym poczuła, że jest podniecony. Czułam również odór, którym w moim kierunku wydychał.

– Sebastian! – wydarłam się, cofając w tył, zrzucając z głowy czołówkę. – Seba!

Równocześnie sięgnęłam po broń, odbezpieczyłam ją.

– Jestem uzbrojona, więc spierdalajcie! – Miałam szansę, że ich wystraszę i odpuszczą. – Nie chcę was zabijać, ale zrobię to bo chcę żyć!

Przesunęłam się kilka kroków w bok na wypadek, gdyby któryś wpadł na pomysł rzucenia się na mnie, po wcześniejszym namierzeniu mojej pozycji. Nie próbowali, ja nie musiałam sprawdzać, czy broń wystrzeli. Oczywiście uratował mnie Sebastian, przychodząc mi z odsieczą. Ponownie. Usłyszałam trzaśnięcie czymś ciężkim w jednego z nich, o czym przekonałam się w momencie, gdy Sebastian zaświecił temu drugiemu latarką przed twarzą. Uderzony chłopak leżał na posadzce i jęcząc pocierał głowę. Mierzyłam z broni do stojącego chłopaka, Sebastian stał metr od niego z czymś metalowym trzymanym w dłoni. Wyglądało na klucz francuski.

– Słyszeliście, że macie spierdalać – warknął. – Pani grzecznie prosiła.
– Już spierdalamy – jęknął ten, którego trzymałam na muszce.

Bez zbędnych słów podźwignął kompana i oddalił się, holując go w kierunku wyjścia.

– Tam mam wózek. – Wskazałam w odpowiednim kierunku. Chciałam jak najszybciej opuścić to miejsce. – Masz wszystko, co potrzebne?
– Tak.

Podszedł, wziął mnie za rękę. Zabraliśmy zawartość mojego koszyka i z jego wózkiem wyjechaliśmy z marketu. Wolałam być ostrożna na wypadek, gdyby szuje przyczaiły się przy wyjściu i miały ochotę nas zaatakować. Szłam w przybranej na wzór seriali szpiegowskich pozie, z trzymaną oburącz bronią. Przy prawym udzie, z wylotem lufy skierowanym w dół, lekko w prawo. Czułam się bardzo seksownie.

Ta myśl zaskoczyła mnie tak bardzo, że omal się nie potknęłam.  Odzyskałam rezon i zwiększyłam czujność tym bardziej, że Sebastian ładował nasze zdobycze do bagażnika. Stałam na czatach, rozglądając się wokoło.

Wciąż milcząc odpaliliśmy silniki, ruszyliśmy z parkingu. Jechałam przodem, Sebastian za mną. Minęłam znak informujący o opuszczeniu terenu zabudowanego, mknęliśmy drogą prowadzącą przez las.
Docierało do mnie multum bodźców, a myśli formowały się w głowie w bardzo jasne wnioski.
To, że mogłam zostać zgwałcona, może zabita. Miałam dużo szczęścia przede wszystkim dlatego, że byłam z Sebastianem. Jak zwykle opanowany, nie tracił energii na zbędne reakcje względem intruzów.
Opanowanie! No właśnie! Jakim cudem aż tak umiejętnie blokował reakcje? Złość na tych dwóch dupków, a przede wszystkim ochotę, którą miał ponoć na mnie.

Jechałam, zgrzytając zębami. Każdy przemierzany przez nas kilometr rozpętywał mi w głowie większy chaos myśli.
Dojedziemy do domu i co dalej?
Znów każde podąży do swoich zajęć, by wypełnić wyznaczone sobie funkcje. Tak będzie. On będzie czekał na mój ruch, ja na to kiedy się złamie.

– Przecież to popierdolone! – oznajmiłam sama sobie. Dźwięk własnego głosu brzmiał dziwnie, stłumiony miękką wyściółką kasku. – Ja już nie chcę tracić czasu.

To zdanie było zdjęciem blokady sobie samej. Może nie tyle zdjęciem, co odemknięciem zamka. Wysypały się myśli, niczym jabłka z pękniętej torby i poturlały we wszystkie strony umysłu.
Chcę być szczęśliwa.
Chcę kochać i być kochana.
Chcę cieszyć się codziennością.
Chcę Sebastiana! On mi to wszystko da.

Ostatnia myśl siekła prostotą i celnością w dookreśleniu pragnień. Nie potrafiłam prowadzić motocykla, musiałam się zatrzymać, zadać mu pytanie. Teraz, tutaj. W przeciwnym razie groziła mi eksplozja, bądź implozja.
Zjechałam na pobocze, zaparkowałam. Sebastian wyminął mnie, również wyłączył silnik.
Widziałam zaniepokojenie w jego twarzy, gdy zbliżał się do mnie. Nie zadał oczywiście pytania, bo to byłoby zbytnio banalne.
Zbliżał się, a wyraz twarzy łagodniał. Odczytywał mnie, niczym otwartą księgę.
Zsiadłam z motoru, czekając by podszedł bliżej. Każdy krok rozluźniał mu mięśnie twarzy, rozjaśniał uśmiechem oczy.

– Nie chcę już udawać – wyszeptałam, gdy zatrzymał się przede mną. – Chcę żyć z tobą. A ty, czego chcesz?

77
  • Tony F.P.

    Oj, byłam w strachu, że jadący padliną dranie skrzywdzą naszą Ewkę – niby wiedziałam, że Mika by na to nie pozwoliła (i to na kilka dni przed Świętami:)), ale czy w obecnych czasach można być czegokolwiek pewnym? Chyba tylko tego, że ceny wzrosną.
    Przerwanie w takim momencie jest szczytem okrucieństwa, ale bardzo mi się podoba:) Samoistnie tworzy się moment zawieszenia – spowolnienie akcji jak na filmie. I tak prosto, a zarazem pięknie Ewa się zadeklarowała: „Chcę żyć z tobą”. Oj, jak mi się takie rzeczy podobają, uch!
    Piszesz, Miko, bardzo plastycznie i gdy tylko zaczynam czytać, to w głowie uruchamia mi się projekcja filmu pt. „Biała”.
    Perełki: „…a niepokój usiadł na ramieniu i zakrzywionym paluchem drapał za uchem.”,
    „Na drugim ramieniu przysiadła stara koleżanka – Panika.”, „Wysypały się myśli, niczym jabłka z pękniętej torby i poturlały we wszystkie strony umysłu.” – czysta poezja.
    Ja cichutko proszę o jedną dłuższą, soczystą, wypasioną część:) Ale jak będzie dwie szczuplejsze, to też marudzić nie będę – jestem spokojna, co do soczystości. Szeroko pojętej:)

    • Tak po prawdzie to chciałam zabić tych dwu z Castoramy ale stwierdziłam, że staczy trupów w tej story.
      A za perełki dziękuję 😀

  • Aleksandra

    Jak można przerwać w takim momencie?! ;_;

    • Już ostatni raz przerywam to opowiadanie 😀

      Później będę przerywała inne 😉

      • Aleksandra

        W takim razie zmieniam skargę 😉 Jakto ostatni raz?!

        Szkoda, że to już koniec, bo to moje ulubione opowiadanie *.*

        A co dalej w planach? Coś zupełnie nowego?