Fotostory (X)

mikakamaka 15/03/2017 21:58 22 Permalink 50

Bez wstępów.
Miłego.

– Wyglądasz cudownie. – Igor zachłannym wzrokiem błądził po ciele Zuzki.

Siedzieli w bistro, w którym rano kupowała kawę i kanapkę. Ekspedientka, ta sama, której Zuzka zostawiła rano napiwek, za godzinę miała skończyć zmianę.
Dla niej to był ciężki dzień. Przez bistro przewinęło się dziesiątki klientów, zbyt wielu spośród nich było w złym humorze i za cel wybrało właśnie ją. Pogoda i końcówka zimy sprzyjała depresyjnym nastrojom ludzi, na szczęście słodycze dostępne w lokalu, łagodziły odrobinę wredne zachowania i sadystyczne zapędy ludzi. Najgorsi byli przed otrzymaniem posiłku. Nie rozumiała zwyczaju patrzenia na bufet, stwarzania tym niepotrzebnej presji. Pytania w stylu „czy długo trzeba czekać”, doprowadzały ją do szału, lecz uśmiechała się w odpowiedzi. Taki miała obowiązek, a poza tym, po co kopać się z koniem, tłumacząc, że gotowe posiłki nie wyskakują z automatu, lecz są przygotowywane na świeżo.

Teraz przyglądała się posągowej blondynce, która jako jedna z niewielu, była tego dnia sympatyczna. Z tęsknotą powiodła wzrokiem na jej kompana stwierdzając, że tak urodziwi ludzie ciągną do siebie, łącząc się w pary.  Po chwili westchnęła dochodząc do wniosku, że i ją samą ogarniają depresyjne nastroje. Marzyła jedynie o tym, by zanurzyć się w wannie wypełnionej gorącą wodą z pachnącą pianą i czytać książkę, nie zważając na gnące się od wilgoci brzegi stron. Niewielki koszt przyjemności, jaką dają spędzone w ten sposób chwile.

– Dziękuję. – Zuzkę ogarniało zniecierpliwienie, chciała przejść do konkretów. Rozumiała jednak wymogi savoir vivre’u, nakazującego wymianę grzeczności. – Mogę komplementować cię tymi samymi słowy.
– Wspomniałaś o sprawie dla prywatnego detektywa. – Upił łyk kawy, którą właśnie przyniesiono im do stolika. – Słucham cię.
– Chodzi o niejakiego Piotra Namyczko – zaczęła. – Muszę się dowiedzieć czego ode mnie chce, kim jest, gdzie mieszka, jaki zawód wykonuje.

Igor rozkaszlał się, słysząc nazwisko. Piotr Namyczko, kolega po fachu, który sprzątnął mu niejedną sprawę sprzed nosa. Ostatnia dotyczyła znanego celebryty, który starał się nie obnosić z biseksualnymi upodobaniami. Tak Piotr, jak i Igor obsługiwali podobną klientelę, ale to Piotrowi trafiła się sprawa, którą on sam najchętniej by się zajął. Teraz dopiero dowiedział się, czego dotyczyła. Może nie tyle dowiedział, co mógł domyślać, że chodziło o zdjęcia, lub nagrania, skoro wmieszana w to była Zuzka.

– Daj mi dzień, góra dwa. – Odchrząknął, gdy napad maskującego reakcję kaszlu, minął. Dopił espresso w drugim, małym łyku, łyżeczką wyskrobał z dna resztki półpłynnego, nierozpuszczonego cukru.

Mógłby przekazać jej w posiadane informacje już teraz, ale wtedy nie zapłaciłaby mu za pracę, lecz potraktowała ich spotkanie, jak towarzyską pogawędkę.

– Dobrze. – Cieszyła się, że Igor nie przedłuża, nie stara się namówić jej do odświeżenia starej znajomości. Choćby tylko na płaszczyźnie łóżkowej, choć kochali się głównie w łazience, pod prysznicem. – Wolałabym dzień. To pilna sprawa. Zapłacę ekstra. – Nie zamierzała tłumaczyć mu powodu, dla którego tak się spieszyła.
– Skoro to takie pilne, to zacznę już zaraz. – Zacierał w duchu ręce, na łatwo zarobione pieniądze.  – Popytam, poszukam, oddzwonię, jak tylko coś znajdę.
– W Internecie nie szukaj. – Bez zapału piła swoją latte, wciąż odczuwając skutki przyjęcia narkotyku. – Patrzyłam, nic o nim nie ma.
– To do usłyszenia. – Uścisnął drobną dłoń Zuzki wspominając, jak zwinne są jej palce i jak biegle się nimi posługuje. Dzięki niej dowiedział się, że lubi być pieszczony analnie. Nigdy wcześniej, ani później nie powtarzał podobnych zabaw. Teraz poczuł, że podnieca się na samo wspomnienie. – Cześć.

Wolał wyjść z knajpy od razu. Miał na sobie kurtkę sięgającą mu do połowy biodra, więc minuty, może nawet sekundy dzieliły go od kompromitacji. Chłód dżdżystej końcówki zimy orzeźwił go, pomógł okiełznać rozpędzającą się wyobraźnię. Swoją drogą ciekaw był, komu uda usidlić się Zuzkę, przywiązać ją do siebie na stałe. Taka kobieta w sypialni, to skarb. Gotować nawet nie musi, byle była tak kreatywna w łóżku, jak Zuzka. Poza nią nie trafił na kobietę o podobnym temperamencie, a z niejednego garnczka już jadł.

Piotr Namyczko, ten mdły człowiek, interesował się Zuzką. Igor nawet za darmo wywiedziałby się, jakiego rodzaju było jego zainteresowanie nią.

Postawił kołnierz kurtki, po czym wyciągnął telefon z kieszeni. Wybrał numer do Izy, koleżanki do łóżka. Musiał spożytkować energię, która rozedrgała go wewnętrznie, skierowując myśli na seks. Może spróbują z Izą czegoś nowego, może poprosi o ten rodzaj pieszczoty.
Przeskoczył kałużę i czekając na połączenie, skierował kroki do przejścia podziemnego.

Zuzka powlokła się do mieszkania. Nie wzywała taksówki, postanowiła przejść się, przewietrzyć trochę. Nie potrafiła uporządkować myśli, nie wiedziała co sądzić o podstępie Piotra. Gdy Igor naświetli jej sprawę, będzie mogła klarowniej myśleć. Teraz zapętlała się w planowaniu zemsty. Z każdym krokiem dojrzewała do tego i dziwiła się sobie, że myśli o tym na poważnie. Nigdy nie posunęłaby się do podobnych czynów, ale nigdy też nie została odurzona i to w niewiadomym celu. Gdyby Piotr zrobił to dla seksualnego zaspokojenia siebie, może łatwiej byłoby jej zrozumieć. On tymczasem nie posunął się do niczego i to niepokoiło ją najbardziej, a zarazem i podniecało.
Człowiek zagadka, pełen tajemnic. Musiała go złamać, rozszyfrować i posiąść psychicznie.

Po powrocie do mieszkania pierwszym co zrobiła, było napuszczenie wody do wanny, odkorkowanie czerwonego wina i odpakowanie paczki kabanosów. Leżała w pachnącej pianie, popijając wino, zagryzając je kiełbaskami i obmyślając szczegóły planu.

– To będzie mocne – mruczała do siebie. – Pójdzie ci w pięty i w inne części ciała.

Tuż przed północą odczytała wiadomość tekstową w telefonie. Nadawcą był Igor i informował ją, że podstawowe dane na temat Piotra, czekają na nią w skrzynce mailowej. Zawartość listu przeczytała trzykrotnie, wciąż nie wierząc w treść.
Piotr okazał się być prywatnym detektywem, a ona była zleceniem. Sprawa dotyczyła tej wymuskanej pierdoły, Trybiana. Czego dokładnie, tego nie znalazła w treści. Mogła się domyślić, że chodziło o sesję Trybiana, w której pozował ucharakteryzowany za kobietę. Zdziwiła się, że wynajął kogoś do odzyskania zdjęć. Zuzka od zawsze była dyskretna i nigdy nie sprzedała materiałów przedstawiających jej klientów, choć nie raz oferowano jej za to duże pieniądze. Nie była głupia i wiedziała, że naraziłaby się tym na zawodową śmierć.

Cóż, jak widać Trybian rozumował trochę bardziej pokrętnie, ale nie miała najmniejszej ochoty rozmyślać o tym. Frapowało ją coś innego, a mianowicie pobudki kierujące Piotrem.

Miała nadzieję, że ten mail rozjaśni jej trochę sytuację a okazało się, że skomplikował ją jeszcze bardziej. Skoro była tylko pracą dla Piotra, zadaniem do odrobienia, by zainkasować należność, to czemu nie skorzystał z okazji, nie dał się skusić? Przecież mu się podobała. Widziała to w reakcjach ciała i nerwowości, uciekaniu od konfrontacji.

Próbowała usnąć, lecz sen nie nadchodził, mimo zmęczenia ciała i umysłu. Leżała ze wzrokiem wbitym w sufit, po książkę nie sięgała nawet wiedząc, że nie zapamięta ani jednego słowa, z przeczytanego tekstu.

O trzeciej nad ranem odrzuciła wściekle kołdrę i usiadła na łóżku.

– Skoro i tak nie usnę, to się chociaż przygotuję na jutro. – Wsunęła stopy w miękkie bambosze, opatuliła się szlafrokiem. – Dawno nikt mnie tak nie wkurzył!

Tupnęła, jakby to miało przynieść ulgę. Nie przyniosło. W kuchni włączyła czajnik, w przedpokoju wyciągnęła z pawlacza plecak. Na stole poukładała sprzęt zważając w szczególności na to, by pakowane do plecaka baterie, były w stu procentach naładowane.

Piła miętową herbatę małymi łyczkami siorbiąc przy tym, ale dzięki temu nie parząc ust.

– Oko za oko. Ząb za ząb, Hammurabi – nuciła pod nosem ulubioną piosenkę, mrużąc oczy i planując kolejny ruch. –Wzmocni cię, co cię nie może zabić…

***

23:35

– Jestem kutasem. – Piotr opluł lustro. – Interesownym kutasem i tyle!

00:23

– Dziwka ze mnie i nieudolny detektyw! – Spoglądał w lustro w łazience jednym okiem, nie potrafiąc skoncentrować wzroku, czy raczej skoordynować dwu rozjeżdżających się odbić. – Głupi, głupi… Idę kurwa spać.

Omiótł wzrokiem przybory do higieny jamy ustnej, wydął pogardliwie wargi i powędrował do sypialni. Gdy padał na łóżko przemknęło mu przez głowę, że nie posunął się w powierzonym mu zadaniu ani o krok. Wszystko przez to, że zidiociał dla Zuzki i przez nią. A już myślał, że uodpornił się na kobiece sztuczki, a samotność jest nie tylko wygodna, ale wręcz naturalna w jego przypadku. Jak widać, mylił się.

01:47

Pobudka, wędrówka do kuchni.  Ulga na widok butelki soku z czerwonych pomarańczy i opróżnienie jej do połowy, przy otwartych drzwiach lodówki.
Czaszka pulsowała po tym, jak próbował się znieczulić, a właściwie zabić męczące go wyrzuty sumienia, ale nawet cała butelka wina nie pomogła uśmierzyć nękających go myśli.

Kolejne podejście do spania.

02:35

Drugi kurs do kuchni i osuszenie reszty zawartości półtoralitrowej butelki.
Powrót do łóżka. Rozmyślanie nad beznadziejnością własnego życia i mielenie czarnych, nocnych myśli.

04:00

Zły, zmęczony i niewyspany Piotr stwierdził, że sen nie wróci już do niego tej nocy. Poczłapał do łazienki, odkręcił gorącą wodę prysznica, zanurzył się pod kojący i rozgrzewający ciało, strumień.

O szóstej przysnął z kawą stojącą na podłodze tarasu, przy wiklinowym krześle. Uśpiło go ciepło gazowej lampy, gruby, wełniany pled, którym się opatulił i wsłuchiwanie się w odgłosy budzącego się miasta. Jaśniejące niebo na wschodzie zagarniało powolutku kolejne centymetry granatu, dzień wypierał noc.

Dzwonek domofonu wyrwał Piotra ze snu.

Powlókł się senny przez salon, odruchowo nadusił otwieranie drzwi wejściowych.
Listonosz zawsze wciskał prawy, górny przycisk domofonu.
Pech chciał, że umieszczono nazwiska mieszkańców w dwóch rzędach, ułożonych po cztery jedno pod drugim. Jego wypadło w tym właśnie rogu.

Nie zdążył dojść do tarasu, gdy ktoś załomotał w drzwi.  Przetrząsał zaspany umysł w poszukiwaniu informacji o zamówieniu przesyłki, ale może to list polecony był do dostarczenia.
Listonosz to młody chłopak, któremu chciało się wbiec na jego wysokie piętro z doręczeniem.
Piotr wrócił do przedpokoju, odryglował drzwi i uchylił je.

Obudził się momentalnie, choć trafniejszym określeniem byłoby to, że osiągnął stan przedzawałowy.
Za drzwiami stała Zuzka.

50
  • Tony F.P.

    Może dlatego, że z miniwątków i postaci drugiego planu Mika tworzy prawdziwe perełki. Bardzo lubię historyjki opowiedziane w historiach.

  • Dawno się tak nie rozgadałyście.
    Dzięki, bo dla mnie to ważne.
    Ba! To jest ważne dla każdego, kto pisze coś dla innych (dla siebie oczywiście też :D).
    Skąd bowiem ma wiedzieć, czy pisze odpowiednio 😀

  • Anna Skruńdź

    super, super, napięcie wzrasta no i czekam na finał, ale nie spiesz się 🙂

  • Alicja K.

    Do kitu? Nic co do tej pory napisałaś nie było do kitu! Nawet jak nie piszą to i tak uwielbiają! 🙂

    • Zuzanna Minor

      było,było 😉

      • dzięki 😀
        ajlowiu ;-*

        • Zuzanna Minor

          no co? ;-)nie to ładne,co ładne,ale co się komu podoba~!

      • Alicja K.

        Widocznie mało wybredne stworzenie ze mnie (chociaż kto mnie zna, nieźle by się uśmiał z tego co napisałam) 😉 dla mnie nie było 🙂

  • Tony F.P.

    Pewnie, że się podoba, tylko czasu na wszystko nie starcza.
    Co ta Zuza kombinuje? Jaki sprzęt?! Co ona ma zamiar zrobić Piotrowi? Skoro sama się sobie dziwi, to znaczy, że zaplanowała coś naprawdę poniewierającego. Żeby tylko Piotruś naprawdę zawału z nadmiaru emocji nie dostał. Samokrytyka złożona w nocy do lustra – nader trafna:) Podoba mi się pani ekspedientka – podzielam upodobanie do czytania książek w wannie. Pięknie napisane: „Jaśniejące niebo na wschodzie zagarniało powolutku kolejne centymetry granatu,…”
    Ha! Tak mi przyszło do głowy, czy aby Zuzka nie ma zamiaru potraktować Piotra paralizatorem prądu?! O matko, matko!

    • Zuzanna Minor

      to samo pomyślałam :Dziewczyna z Tatuażem.

      • Tony F.P.

        O nie, nie! Klimaty z twórczości Larssona ani mi w głowie nie mignęły – wprawdzie pochłonęłam „Millenium” w tempie błyskawicznym, ale aż takich okropieństw to ja zdecydowanie nie lubię. Amerykańskiej wersji filmowej nie znam – wystarczy mi ta skandynawsko – niemiecka.
        Mam nadzieję, że Mika nie będzie dla Piotra zbyt okrutna – mimo solidarności jajników szkoda mi gościa:) Ale za podrzucenie pigułki bolesna kara należy mu się jak chłopu rola:)

        • Zuzanna Minor

          wersja amerykańska bardziej mi pasuje obsadą:Noomi Rapace jest za bardzo masywna na Lisbeth,Rooney Mara jest lepsza i zdecydowanie bardziej wierzę w sexapil Bonda niż jego szwedzkiego odpowiednika.

          • Tony F.P.

            O tak, gdy zobaczyłam Michaela Nygvista, to się mocno zdumiałam – nijak mi nie pasował do postaci opisanej przez Larssona, ale uznałam, że widocznie mam błędne pojęcie o męskim sexapilu:) Noomi była, jak dla mnie, ok, ale nie mam porównania z Rooney. Chyba się skuszę i sprawdzę co Fincher wykombinował. Zwiastun mi się podoba.

  • Jo Winchester

    Uwielbiam to opowiadanie, po prostu uwielbiam!

    • A ja myślę sobie:
      „Kurde. Czytają, a nic nie piszą, to pewnie jest do kitu i się nie podoba”
      Dzięki, Jo 😀

      • Jo Winchester

        Oj podoba się 🙂 Prawie tak samo jak Nowe (dobrze pamiętam tytuł?). Co w ogóle z tym opowiadaniem? Chętnie przeczytałabym je całe.

        • Przeczytasz 😀
          Cierpliwości 😀

          • Jo Winchester

            Miko, kiedy z cierpliwością u mnie na bakier… 😛

            • Tony F.P.

              Oooo! Jo Winchester, z ust mi to pytanie wyjęłaś – trafiłam ostatnio na I część „Nowe” i miałam właśnie zamiar zapytać czy można gdzieś całość przeczytać/zakupić. Przyznam, że najchętniej kupiłabym książkę, bo ja pokolenie przedinternetowe jestem i te wszystkie płyty i książki dostępne tylko on-line to mnie z lekka wkurzają. Lubię pomacać, powąchać, a nie plik sobie ściągnąć – połowa frajdy mi odpada.

              • Jo Winchester

                Prawda? Ja ostatnio powróciłam do czytania tradycyjnego i strasznie mi tego brakowało. Później znalazłam jakiegoś kryminalnego e-booka, treść fajna, ale jak nie ma jak dotknąć, już nie czyta się tak świetnie.

                • Tony F.P.

                  Dokładnie tak, Lubię zapach książek i nie wyobrażam sobie, żeby papierowa wersja miała kiedyś zupełnie zniknąć. Ktoś może uznać, że to głupie, bo przecież forma wydania nie zmienia wartości książki, ale jednak wolę te „starodawne” metody:)