Fotostory (XI)

mikakamaka 23/03/2017 22:26 17 Permalink 53

Nie udało się wczoraj, ale na szczęście dzisiaj już tak 😀
Za to powiem Wam, że pisałam i śmiałam się przy końcówce.

Miłego 😉

– To ty? – Nic więcej nie przeszło mu przez gardło.
– Nie, no coś ty. – Bez pytania wyminęła go, rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu. – Przysłałam swój hologram, żeby dotrzymał ci towarzystwa.
– Ale skąd wiedziałaś… – Nie dokończył, przerwała mu w pół zdania.
– Taksówkarz odwiózł mój kolczyk i całe szczęście, bo to pamiątka po babci. – Wymyśliła tą historyjkę, w drodze do mieszkania Piotra. – Co takiego wyprawiałam w tej taksówce, że aż biżuterię gubiłam?

Piotra zamurowało, milczał patrząc na Zuzkę.

– Taksówkarz podał mi twój adres. – Mówiła powoli widząc, że nie kojarzy faktów. – Odwoził cię wczoraj do domu. Mam sobie iść? – Zasymulowała cofnięcie się ku drzwiom, by wreszcie zareagował.
– Nie, nie. – Gwałtownie zamrugał, budził się w nim gościnny gospodarz. – Chodź, proszę.

Szła za Piotrem do aneksu kuchennego, zachłannie rozglądając się po pomieszczeniu, taksując wzrokiem mijane meble.  Od razu zauważyła, że mieszka sam. Prosto urządzone mieszkanie, wskazywało na życie kawalera. W pomieszczeniach panował porządek, na blacie w kuchni nie stał nawet ubrudzony kubek. Krzesła przy stole wsunięte siedziskami pod blat, na blacie poza cukierniczką i serwetnikiem nie było nic. Ze zlewu wystawała szyjka butelki po alkoholu, który na oko oceniając, musiał zniknąć w żołądku Piotra. Podkrążone oczy i zarost przyciemniający policzki, jednoznacznie wskazywały na ciężką noc.

– Impreza przedłużyła się na kolejny wieczór, czy taką masz rozrywkę na co dzień? – Sięgnęła do filcowej torby przewieszonej na ramieniu. – Mam coś na poprawę nastroju. – Wyciągnęła dwie buteleczki z sokiem, postawiła na blacie. – Jednodniowe. Nie wiedziałam, czy wolisz buraczany, czy marchwiowy.
– Dziękuję. – Uśmiechnął się blado. – Marchew, jeśli pozwolisz. Co cię sprowadza?

Zamglony wciąż umysł nie potrafił podsunąć powodu, dla którego Zuzka pojawiła się u niego tak wcześnie, po co w ogóle.

– Chciałabym ci podziękować za wieczór i stwierdzam, że piwo nie jest dla mnie. – Wzruszyła ramionami, westchnęła. – Miałam kaca giganta, ale to widocznie był wyjątkowo słaby dzień. Bąbelki nie są dla mnie. Nawet te niskoprocentowe. Po drugie mam dla ciebie zdjęcia, ale wzięłam sprzęt. – Kiwnęła głową w stronę przedpokoju, w którym na podłodze zostawiła srebrny, metalowy kuferek na kółkach. Wnosząc go po tylu schodach klęła, na czym świat stoi ciesząc się równocześnie, że nie skusiła się na założenie obcasów. – Na wypadek, gdybyś chciał jeszcze docykać jakieś ujęcie. Tutaj masz pendrive z fotkami wybranymi przeze mnie. – Położyła podłużny, metalowy przedmiot z logo zawierającym inicjały SN.
– Dziękuję. – Wyczuwał drugie dno i czekał, kiedy go Zuzka zaatakuje. Nie mogła wiedzieć o jego podstępie, ale pewnie rozzłościł ją brakiem telefonu, czy choćby smsa, po wspólnie spędzonym wieczorze w knajpie, w browarze.
– Wyciągnę tablet.

Pochyliła się do przodu, grzebiąc zapamiętale w przepastnej torbie, którą położyła na blacie.
Z premedytacją ubrała asymetryczną bluzkę. Luźny materiał opadał na jednym z ramion, odsłaniając górę piersi, zatrzymując się kilka centymetrów ponad sutkiem. Piotr nie potrafił oderwać wzroku od tego zjawiska. Cała Zuzka była zjawiskiem. Ubrana w opięte spodnie imitujące skórę, bluzkę bez bielizny pod spodem, za to z wyraźnie zarysowanymi sutkami. Długa szyja wydawała się jeszcze smuklejsza, dzięki wysoko upiętym włosom. Makijaż podkreślał wyjątkowość urody. Cienkie, podzwaniające przy każdym ruchu, niczym dzwoneczki bransoletki, dopełniały oprawy.

Zbyt idealna – wodził wzrokiem po krzywiznach, do nozdrzy dotarł zapach perfum, szamponu, może innego kosmetyku. – Ani się skupić, ani skosztować. Cholera! – Nie raz żałował nadwrażliwego aparatu powonienia.

Zuzka bez trudu znalazłaby tablet, ale nie o to jej chodziło. Zawsze miała porządek w torebce, nie nosiła niepotrzebnych rzeczy. Teraz chciała rozproszyć uwagę Piotra i robiła to w określonym celu. Grała też na czas.
Ten osuszył butelkę soku na jeden raz, byle oderwać wzrok od krągłości piersi i pełnych ust Zuzki. Odwrócił się, wrzucił butelkę do kosza pod zlewem i zajął parzeniem kawy. Nie podobał mu się stan, w który wpadał przy Zuzce. Nie była pierwszą, tak piękną kobietą, z którą miał do czynienia. Wyróżniała się wewnętrzną siłą, samowystarczalnością i pewnością siebie.
Mielił kawę, zagłuszając odgłosy dobiegające go zza pleców. Chwilę po otwarciu młynka, również zapach Zuzki utonął w aromacie świeżo zmielonego ziarna. Zawisł z łyżeczką nad pojemnikiem, z brązowym miałem tworzącym górkę, na metalowym wgłębieniu. Zdał sobie w tym momencie sprawę z tego, że nigdy nie trafił na kogoś, kto tak jak Zuzka wiedziałby, czego chce. Nie była typem kobiety bluszczu. Na takie przedstawicielki płci pięknej natrafiał dotąd. Uwieszały się u jego szyi, wpatrując zamglonym uwielbieniem wzrokiem, w jego oczy. Wiedział, że urody dodawał mu stan posiadania. Drogie mieszkanie, praca okryta tajemnicą. Takie kobiety przyciągał. Jakimś cudem zawsze trafnie podsumowywały stan posiadania Piotra. Nie raz zastanawiał się, czy aby prywatnego detektywa nie wynajmują by wiedzieć, ile zer zgromadził na koncie.
Faktem było, że nigdy nie cierpiał na biedę. Ojciec miał zakład mięsny, z ubojnią i przetwórnią. Marka liczyła sobie dwadzieścia lat z hakiem, sytuacja sześćdziesięcioosobowej firmy była stabilna, więc i Piotr został zabezpieczony na przyszłość. Nie zmuszano go na szczęście do przejęcia interesu rodzinnego. Miał brata i to on przyuczał się do prowadzenia zakładu. Smród panujący w zakładzie produkcyjnym masarni przyprawiał go o odruch wymiotny. Nawet oddychanie wyłącznie przez usta nie pomagało. Fetorem śmierci, przesiąknięty był tak ojciec, jak i młodszy brat, lecz nie wyglądało na to, by przeszkadzało im to choćby odrobinę. Podejrzewał, że nie czuli odoru, który ich otaczał. On natomiast umarłby, gdyby choć kwadrans dziennie musiał spędzić w tej przetwórni zwierzęcych trupów.

Piotr od dziecka kochał zagadki kryminalne i w książkach o tej tematyce zaczytywał się od siódmego roku życia. Później przyszła kolej na filmy, aż w końcu trafił na serial „Na wariackich papierach”. Pod wpływem przygód pary detektywów zapragnął stać się kimś podobnym. Decyzji nie żałował nigdy, w zawodzie zakochał się na zabój.
Po pięciu latach przyjmowania spraw polegających na śledzeniu głównie cudzych żon, trafiło mu się pierwsze konkretne zlecenie. W ekspresowym tempie odnalazł córkę pewnego znanego biznesmena, która to wyczyściwszy kilka kont, do których miała dostęp, uciekła z nowym chłopakiem, zrywając kontakt z rodziną. Bogaty ojciec zapobiegliwie wynajął trzech niezależnych detektywów, jednym z nich był Piotr. Pozostałych dwóch szukało dziewczyny w zagranicznych kurortach, w których bywała z rodzicami. Wykorzystywali dojścia, by sprawdzić listy pasażerów, którzy wylecieli z kraju w przeciągu ostatnich dni. Nie znaleźli nic.
Piotr zaczął rozgryzać sprawę od innej strony. Odwiedził najbliższą przyjaciółkę dziewczyny, a ta dała mu wskazówkę. Okazało się, że spadkobierczyni fortuny ukrywa się w malutkim domku nad morzem, którego właścicielką jest ta właśnie przyjaciółka. Piotr zabrał dziewczynę, a chłopakowi zostawił pokaźną sumę z funduszu na ten cel przeznaczonego. Odwiózł dwudziestolatkę wprost na odwyk do prywatnej kliniki.

Łut szczęścia, odrobina intuicji i absolutna dyskrecja, wywindowały Piotra na liście detektywów do wynajęcia. Głównie przez przedstawicieli elit. Nie raz był kuszony, pieniędzmi, przez żądną sensacji prasę. Zawsze odmawiał, nie uległ. Za bardzo lubił swoją pracę, by dopuścić się takiej, względem niej i klienta, zdrady.
Teraz trafił na kamień, którym była Zuzka. Nieprzewidywalna, niczym wulkan. Piękna, kusząca i niebezpieczna.
Wsypał kawę do filtra, nalał wodę do pojemnika i załączył ekspres.

– Mam. – Nie siliła się na udawanie entuzjazmu. Czekała. – To może zrobisz śniadanie i przy jedzeniu zakończymy zlecenie? Co ty na to?

Odłożyła tablet, pełnym napięcia wzrokiem przyglądając się plecom Piotra. Szerokie barki musiał zawdzięczać nie tylko genom. Wyprostowana sylwetka wskazywała na to, że uprawia sport. Nie zauważyła żadnych urządzeń do ćwiczeń w mieszkaniu, więc pewnie chodził na siłownię.

– Piotr? – Podeszła bliżej, przyglądając się jego profilowi. – Słyszysz mnie?

Wyglądał, jakby się zamyślił. Patrzył przed siebie, choć trafniejszym określeniem byłoby to, że spoglądał w nicość przez meble i ściany.

– I o to mi chodziło. – Wzięła go za rękę i jak dziecko poprowadziła do kanapy. – Grzeczny piesek. – Pchnęła Piotra, a ten bezwolnie klapnął na miękkie poduchy.

Z uniesioną brodą i pełnym satysfakcji uśmiechem wróciła do przedpokoju. Gumowe kółeczka popiskiwały na drewnianej podłodze, gdy ciągnęła za sobą aluminiowy kufer. Wyjmowała poszczególne sprzęty i ustawiała je na podłodze, fachowym okiem oceniając moc potrzebnego światła. Rozstawiła dwa statywy z lampami w osłonach i kolejne trzy z kamerami. Czwartą kamerkę założyła na głowę, zaciskając gumowy pasek i ustawiając oczko nagrywania na czole. Wędrowała od statywu do statywu, załączając kolejne sprzęty, na końcu kamerkę go pro. Stanęła naprzeciw centralnie umiejscowionej kamery i zwróciła się wprost do jej optycznego oka.

– Nie doceniłam cię, Piotrze. – Pokłoniła się do przodu, ze złączonymi pod brodą dłońmi. – Ale nie byłam w tym jak widać, odosobniona. Rozsiądź się wygodnie, napij piwa i przegryź popcornem. Zapraszam na seans i … – zawiesiła głos, by zdjąć przez głowę luźną bluzkę – zdobądź się na odrobinę szczerości i odwagi w stosunku do mnie.

***

Piotr bardzo powoli wracał do rzeczywistości. Zacisnął oczy, potarł czoło, spróbował przełknąć ślinę. Wysuszone gardło odmówiło posłuszeństwa, w wyniku czego Piotr rozkaszlał się, mrugając i rozglądając się wokół.
Siedział na kanapie, był nagi. Szlafrok i pidżama leżały na podłodze. Na stoliku obok stała butelka piwa i miska z popcornem.

– Co, kurwa? – wyszeptał urywając, gdy wzrok padł na płaski ekran telewizora zawieszonego na ścianie naprzeciw. – Włącz mnie? – Mrużąc oczy odczytał biały, odręczny napis.

Rozejrzał się w poszukiwaniu pilota, lecz nie znalazł go w zasięgu wzroku. Poderwał się by wstać, lecz zamarł w połowie ruchu. Podparł się ręką i bardzo wolno wyprostował. Sięgnął do tyłu i z wysiłkiem wyciągnął coś, co tkwiło mu w odbycie.
Uniósł przedmiot przed twarz i aż przestał oddychać z niedowierzania, może szoku, a na pewno osłupienia.

– Veni, vidi, vici – odczytał napis, który pokrywał podłużny, gumowy kształt. U jego rozszerzonej nasady widniał inicjał SN. – Zuuuuzkaaaa!

Poniżej mieszkania Piotra mieszkało starsze małżeństwo. Na jego szczęście, oboje małżonkowie wyjęli z uszu aparaty słuchowe, które to teraz spoczywały na szafce nocnej, podłączone do ładowania. Telewizor pogłośnili na cały regulator i tylko dzięki temu nie słychać było krzyków i przekleństw, które dochodziły z mieszkania powyżej.

Zuza tymczasem szykowała lekką kolację, co chwila zerkając na obraz wyświetlający się na ekranie laptopa. Bardzo żałowała, że nie miała odbioru fonii. I bez tego widziała, jakie imię wyartykułowały upragnione przez nią usta.

– No co, palancie? – Uśmiechnęła się, czując rozpływające się po jej ciele poczucie zwycięstwa. – Wyjdziesz wreszcie z nory?

53
  • Ja równie dobrze bawiłam się pisząc to 😀

  • Zygfryd

    A już myślałem, że wyciągnął sobie z tyłka pilota do telewizora 🙂
    Teraz kolej na jego zagrywkę … 😀

    • Nie, no co Ty 😀
      Zuzka jest biegła w analnych zabawach, ale żeby sprzęty użytku domowego do tyłka?
      Jak to zdezynfekować przed, a co gorsza po? 😀
      Oglądasz film, jesz popcorn i chcesz przełączyć program i wtedy przypominasz sobie, gdzie był pilot.
      Ha ha 😀

      • Zygfryd

        Pracowałem wiele lat temu w serwisie RTV i mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że pilot wyciągnięty z tyłka wyglądałby lepiej niż sprzęt przychodzący do naprawy 🙂
        Czytam Twoje opowiadania od dawna i jakoś nie nie mogłem nigdy zebrać się w sobie aby dodać jakiś komentarz.
        Naprawdę podziwiam Ciebie za chęć pisania (i publikowania) przez tyle lat. Wiele osób ,których twórczość czytywałem już odpuściła sobie a Ty nadal piszesz … Dziwię się czasem, że tan świat jeszcze funkcjonuje skoro tak nieliczne osoby jak Ty mają chęć coś jeszcze tworzyć. Generalnie uważam, że szkoda pisać na temat marazmu jaki panuje wokół nas , Ty wydajesz się być światełkiem w tunelu, który sprawia, że po przeczytaniu kilku opowiadań wraca chęć do życia .
        Pozdrawiam. Lubię tu zaglądać 😀

        • Dziękuję 😀 Marzenia trzeba spełniać i właśnie to robię. Nie zamierzam przestać 😀

  • Zuzanna Minor

    Mika,bardzo się droczysz ;-)Już nie wiem,w jakim kierunku ten romans pójdzie,bo mają się ku sobie,ale kuuuurna,jak?Kto kogo ?

  • Jo Winchester

    Boskie boskie boskie! Chcę więcej!!!

  • rkpolus

    Czytam wszystkie Twoje opowiadania, ale nie jestem typem osoby która pisze komentarze. Teraz jednak nie mogłem sie powstrzymać. Już dawno tak sie nie ubawiłem jak czytając ten odcinek. Nie mogłem przestać sie śmiać. Z niecierpliwością czekam na kolejna część