Fotostory (VI)

mikakamaka 14/02/2017 10:23 6 Permalink 68

Bez wstępów, bo do pracy biegnę.
Udanych walentynek.
Całusy 😀

Zuzka siedziała w biurze do późna. Powinna była wyjść już dawno, jechać do domu. Od kilku godzin przeglądała zdjęcia mężczyzn, których kiedyś fotografowała. Przewinęło się kilkadziesiąt twarzy, kilkunastu  spośród nich było jej kochankami. Każdy jeśli nie nieziemsko wręcz przystojny, to przynajmniej zadbany przy użyciu pieniędzy. Sławni celebryci, bądź cenieni modele. Znani, znający swoją wartość, a tym samym podnoszący i jej status społeczny. Wszyscy, poza Piotrem. On jeden nie pasował do tego wzorca. Był nikim, był brzydki, był…
No właśnie, tak mogła myśleć o nim w czasie przeszłym. Nigdy wcześniej mężczyzna nie odrzucił jej wdzięków, on zrobił to po raz pierwszy. Po raz pierwszy niezaspokojenie pragnienia spowodowało, że czuła je intensywniej. Podejrzewała, że wystarczy nakarmić potrzebę, a ta automatycznie zniknie. Poczuła jednak coś jeszcze. Jakieś dziwne łaknienie w duszy, by posmakować intensywniej drugiego człowieka. Zaznała odrobiny czegoś ulotnego, a to wewnątrz umysłu podpowiadało, że można by jeszcze więcej i lepiej, mocniej.
Załączyła odtwarzanie filmiku, z którego miała zamiar wyłowić najciekawsze mgnienia. Chwile godne zatrzymania w bezruchu na wieczność. Na zamiarach się skończyło. Zatonęła w pociemniałych od podniecenia oczach Piotra i zaciskających się pod wpływem tłumienia emocji, szczękach.
Dlaczego to robił? Czemu nie pozwolił porwać się nastrojowi chwili? Przecież podobała mu się, działała na niego.
Podparła głowę na złączonych w pięść dłoniach i wpatrywała się w zapętlony film.

***

Konrad działał szybko. Jak zwykle wystarczyło, by Piotr zadał mu tematykę na którą miał zapotrzebowanie, a ten wyławiał z sieci informacje, niczym czarodziej magiczne ryby ze stawu. Istny „stoliczku nakryj się”. Jakby nie istniały dla niego żadne zapory, czy tajemnice. Znajdował wszystko, czego chciał.
Teraz Piotr mrugał szybko, starając się nawilżyć przesuszone gałki oczne. Organizm zapominał o odruchu, tak wciągnęła go zawartość stron, do których linki podsyłał mu wciąż Konrad.
Wiedział, że Zuzka wychowała się w domu dziecka. Jako wyjątkowo ambitna młoda dziewczyna dostała się bez trudu do Akademii Sztuk Pięknych, równolegle odbywała praktyki w poważnej agencji reklamowej. To tam został dostrzeżony jej talent do uchwycenia odpowiedniej chwili, a w końcu do odnalezienia wyjątkowości każdej fotografowanej przez nią osoby. Oszałamiająca kariera zaczęła się przypadkowo. Jedna ze sław zachwycona efektami jej pracy poleciła usługi Zuzki innej i potoczyło się. Oferty zaczęły napływać lawinowo. Uroda dopomogła, otworzyła kolejne drzwi. Piękna i uzdolniona kobieta, to musiało się sprzedać.
Przerzucał kolejne notki prasowe  i newsy z tabloidów, informujące o mężczyznach towarzyszących jej podczas przyjęć. Nikt na dłużej, jakby służył jedynie rozrywce, lub miał być szczeblem w drabinie kariery Zuzanny.
I pomyśleć, że i on miał być przerywnikiem, a stał się drzazgą w jej zgrabnej dupie, a raczej ością w gardle.
Zamknął laptop i trawiąc informacje poszedł do łóżka. Wiedział już, jaką taktykę względem niej przyjmie. Będzie trudno, ale lubił wyzwania. Największą przeszkodą  miała być tu jego psychika i niemoc w pokonaniu podszeptów instynktu.  Da radę, nie jest już przecież napalonym nastolatkiem.
Długo jeszcze leżał wpatrzony w ciemny sufit.
Nie przejęła go uroda Sue, ani pozycja społeczna lecz to, że czuł przy niej coś dziwnego i nieokreślonego. Coś wykraczającego poza zwyczajny odbiór kobiety przez mężczyznę. Coś więcej, niż fizyczne pragnienie.

Usnął, a we śnie odwiedziła go Zuza. Nie opierał się, bo całkowicie przejęła nad nim kontrolę. Rano sztywny materiał kołdry przyklejony był do brzucha Piotra. Zastanawiał się, ile razy spuścił się tej nocy i w ilu pozycjach brał Zuzkę we śnie.
Najzabawniejszym wydało mu się to, że nie miał mokrych snów od bardzo dawna. Od szesnastego roku życia. A tu nagle coś takiego.

***

– Tutaj masz folder ze zdjęciami. Moim zdaniem najlepsze. – Pochyliła się nad ramieniem Piotra, usadziwszy go uprzednio przy swoim biurku. – Jest ich prawie sześćdziesiąt, a powinno być dziesięć, maksymalnie piętnaście. Teraz ty wybierz, kierując się własnymi upodobaniami. A tu kawa na rozruch. – Stawiając filiżankę z parującym naparem pozwoliła, by pukiel włosów zsunął jej się z ramienia i pachnącym pasmem musnął szyję Piotra. – Zwróć uwagę na różnorodność ujęć, żebyś nie wybrał trzech z półprofilu na przykład.

Mówiąc to udała że nie zauważyła faktu, iż piersią dotyka jego barku.
Piotr zacisnął szczęki czując, że Zuzka nie odpuściła mu i ewidentnie stara się go uwieść. Onanizm pod prysznicem i przynajmniej dwa wytryski w nocy nie osłabiły chęci, jaką miał na Zuzę. Linia żuchwy pracowała intensywnie. Dla kontrastu rozprostował palce dłoni, rozpłaszczył je na blacie biurka. Ledwie rzucił okiem na zbiór zdjęć, by w ekspresowym tempie przerzucać je, zaznaczając co szóste. Osiągnął minimum, zrzucając na pulpit dziesięć tak naprawdę przypadkowych dla niego fotek.

– Te powinny być dobre. – Uśmiechnął się słodko bagatelizując ssanie, które zrodziło się w podbrzuszu.
– Szybki jesteś. – Zmrużyła oczy, nie odsuwając się od niego ani na centymetr.
– Na szczęście nie we wszystkim. – Wytrzymał jej spojrzenie.
– Może sprawdzimy, czy i przy mnie wytrzymasz długo? – Prowokowała go z poważną miną. Czuła, że znów się podnieca tym, że Piotr nie dobiera się do niej, nie inicjuje zbliżenia.
– Wolę młodsze. – Niewinnie wzruszył ramionami przecząc temu, co działo się z jego ciałem poniżej poziomu blatu biurka.
– A ile twoim zdaniem mam lat? – mruczała, zmniejszając dystans.
– Po czterdziestce? – Ściągnął usta, jakby faktycznie oceniał jej wiek po wyglądzie, choć dzięki Konradowi znał każdy fakt z jej życiorysu.
– Baran – podsumowała krótko dziwiąc się własnym uczuciom. Powinna być zła, może nawet obrażona, a co tymczasem? Miała ochotę rzucić go na deski podłogi, rozebrać i zerżnąć bez wstępów. – Młodsze nie potrafią tak całować.
– Jak? – Zdawał sobie sprawę, że przekracza właśnie cienką granicę dzielącą go od utraty rozsądku. Nie umiał się jednak powstrzymać i zwyczajnie nie chciał. Zapragnął podpuścić ją o krok dalej tak, jak robią to zazwyczaj kobiety.
– Tak. – Pochyliła się nie przerywając kontaktu wzrokowego, jakby więziła go oczami i obezwładniała, jak wąż myszkę.

Piotr zamarł. W momencie gdy ich wargi zetknęły się, nie powstrzymał westchnienia. To było zbyt przyjemne, by mógł pozostać beznamiętny i zwyczajnie oddać pocałunek. Z przekręconą w bok głową pozwolił na delikatną pieszczotę jej pełnym wargom, wtargnięcie językiem, posmakowanie go. Nie przerywając pocałunku odciągnęła fotel od biurka, ten potoczył się pół metra w tył.
Patrzył na jej spuchnięte usta, zachwycony bijącą od niej namiętną kobiecością.
Powinien wstać, podziękować za zdjęcia i przerwać to, do czego zmierzała sytuacja, ale powtarzał sobie, że wciąż ma nad nią kontrolę. Jest w ubraniu mimo, że spodnie rozsadza mu wzwód, a jądra zaczynają boleśnie pulsować.
Podeszła do niego, usiadła okrakiem, przyciągając go wraz z fotelem. Siedziała, zaglądając mu w oczy. Widziała w nich ciekawość i bunt. Pewność siebie i pragnienie ulegnięcia jej, oraz złość. Tak pięknej w swej różnorodności mieszanki nie widziała od dawna. Może w ogóle. Miała ochotę sięgnąć po aparat i uwiecznić ten miks emocji okolony tęczówkami, reagujący źrenicami. Położył jej dłonie na udach, jakby chciał odepchnąć, a może właśnie przyciągnąć do siebie. Nie robił nic. Pierś unosiła mu się w głębokim oddechu, linia szczęki wciąż drgała.

Jak mogłam nie dostrzec jego niebanalnej urody? – Biła się z myślami, taksując twarz Piotra. – Takie twarze powinnam fotografować. Wyłuszczenie piękna kogoś, kto stał się kimś przez urodę, jest banalne. Jak mogłam nie szukać wyzwań? Gdyby nie Piotr, nie dostrzegłabym tego w ogóle.

Powiodła kciukiem po górnej, później po dolnej wardze. Wsunęła opuszek między wargi, dotknęła zębów. Oblizała usta czując, że są spierzchnięte. Przełknęła ślinę, gardło ścisnęło się podnieceniem. Zbliżyła twarz, znów pozwalając sobie na pocałunek. Oszołomił ją zapach Piotra. Żadne drogie perfumy, jakich nadmierne ilości wylewali na siebie jego poprzednicy. Owionął ją ciepły zapach ciała mężczyzny, coś bardzo ulotnego, niepowtarzalnego. Osobista, zapisana w skórze woń, na którą wcześniej nie zwróciłaby uwagi. Teraz ta ją oszołomiła.
Wpiła się w wargi rejestrując opadające powieki, odcinające mu jej obraz, skupiające uwagę na pozostałych doznaniach. Odchyliła go sobą wraz z oparciem w tył, przylgnęła ciałem do ciała. Ubranie drażniło wrażliwą skórę, przeszkadzało ograniczając bodźce. Odpięła mu guzik pod szyją, po chwili drugi. Odpowiedział zaciśnięciem palców na jej udach. Zabolało, przynosząc dodatkowym bodźcem przyjemność. Mruknęła, otarła się podbrzuszem o wybrzuszenie spodni, wciągnęła w płuca gniewny pomruk Piotra.
Oderwał się od niej, odchylając głowę w tył, stopując dłońmi ruchy lędźwi Zuzy. Oddychał ciężko, oczy wciąż miał zamknięte. Właśnie przerwał coś, co zawsze kończyło się w jeden sposób. Zatrzymał ją i siebie mimo, że oboje napęcznieli podnieceniem.

Piotr czuł, że ledwie sekundy dzielą go od złamania się, rzucenia na Zuzkę, zerżnięcia jej. Tak daleko w miłości fizycznej nie zabrnął nigdy. Nie bez zdjęcia z siebie ubrań. Sam pocałunek podniecił go tak mocno, że jeden minimalnego ruchu bioder brakował, by spuścił się w spodnie, a tym samym przegrał z sobą.
Stanowczym ruchem odepchnął Zuzkę czując się przy tym tak, jakby odbierał płucom tlen, zakładał sobie na głowę foliowy worek.

– I co? – Miała zmieniony głos. – Potrafią tak całować?
– Kto? – Nie rozumiał pytania.
– Te młodsze, które wolisz. – Znów kciukiem wodziła po obrysie warg Piotra.
– Nauczę je – odparł rejestrując rumieńce na policzkach Zuzki, błyszczące oczy i przyspieszony oddech.

Zaśmiała się, wstała, litościwym wzrokiem taksując namiot w spodniach Piotra.

– Jasne – mruknęła, z wysiłkiem opanowując drżenie rąk. – To zobaczmy co wybrałeś.

Obróciła się do monitora, oparła dłonie na blacie biurka, wypinając kształtną pupę w kierunku Piotra. Ten zmiął w ustach przekleństwo i pozwalając sobie na jeden tylko rzut oka na opiętą czarną materią pupę, podjechał wraz z fotelem do biurka.

Zawisnęli spojrzeniem w zdjęciu pokazującym ewidentne podniecenie Piotra.
Prawie tak intensywnym, jak obecne.

68
  • Tony F.P.

    Noż doprawdy, nie nadążam z komentowaniem:) Na wszystkich ulubionych blogach tyle do czytania, że doba za krótka:)
    Zdaje się, że Zuza i Piotr dobrali się w korcu maku, tylko jeszcze o tym nie wiedzą. Tak się zastanawiam, jakie byłoby najlepsze miejsce do tego dopadnięcia i lecenia wiór, bo szkoda by było, żeby mieszkanie Piotra, bądź studio Zuzy uległy totalnej demolce. Poza tym, myślę, że nie tylko wióry, ale i iskry mogą polecieć – nie ma co straży pożarnej dodawać roboty, więc może jakiś plener? Łono natury z dala od siedzib ludzkich?:)

    • Z tą naturą to ciężko bo zima (w opowiadaniu) jest 😀

      • Tony F.P.

        Turlanko po śniegu na golaska w ramach gry wstępnej:) Chociaż Piotr mógłby mieć niejaki problem techniczny, więc jednak trzeba będzie jakieś lokum poświęcić:)

  • Jo Winchester

    Oni jak się w końcu dopadną, to wióry polecą.

    • Czujesz to 😉

      • Jo Winchester

        Czuję jak cholera xD