Fotostory (VII)

mikakamaka 22/02/2017 23:00 4 Permalink 70

Bez wstępów, ale z zatkanym nosem, kaszlem i wszystkim, co jest w pakiecie przeziębienia.
Toteż nawet Was nie całuję 😉

Następnego dnia umówili się w mieście. Kawa w bistro, może lekki obiad, na to się umówili. Piotr wybrał takie miejsce z premedytacją. Nie chciał ryzykować bycia z nią w samotności. Zbytnio obawiał się reakcji fizycznych przy Zuzce, choć przebiegiem przypominało to raczej reakcje chemiczne.
Przyszedł przed czasem, by wybrać najdogodniejsze miejsce. Usiadł w rogu sali tak, by mieć widok na chodnik przed wejściem i na same drzwi.
Poprzedniego dnia wieczorem odbył rozmowę telefoniczną z klientem. Chciał wiedzieć, jak idą prace nad odzyskaniem materiałów.

–  Idą tak, że muszę jeszcze odrobinę się spoufalić. – Starał się brzmieć spokojnie, opanować znudzenie wywołane banalnością pytania klienta. – Nie było mowy o pośpiechu.
– A nie mógłby pan się zwyczajnie włamać? – Konspiracyjny szept rozbawił Piotra.
– Takich usług nie oferuję – mruknął nie dziwiąc się nawet absurdalnej prośbie.

Przywykł do podobnych propozycji, nauczył się nie traktować tego osobiście. Zrzucał podobne insynuacje na karb ograniczeń w rozumowaniu klientów.
Jak zawsze, tak i teraz mężczyzna przeprosił nieszczerze i zaakceptował bliżej niesprecyzowany termin. Piotr nie był przecież piekarzem, nie mógł określić dnia zakończenia prac.
Drugą sprawą było to, że wcale nie miał ochoty urywać kontaktu z Zuzką. Bardzo chętnie skonsumowałby ją ale wiedział, że na tym skończyłaby się ich znajomość. Zamknęłaby sprawy związane z jego zleceniem, a następnie drzwi przed nosem Piotra.
Wiedział, że tak będzie więc mógł zrobić wyłącznie jedno – bronić się przed nią i podpuszczać równocześnie. Jak długo, to oceni później.
Widział że wystarczyło, by opierał się jej wdziękom, gdy ta ma świadomość, że stoi mu jak maszt. Że gotów jest ją zerżnąć, jednak nie ulega.
Stał się przez to odmieńcem, oraz celem do zdobycia.
Teraz uspokajał oddech i nerwowe kołatanie serca. Każde otwarcie drzwi, dźwięk dzwonka zawieszonego nad nimi i trącanego przez nie górną krawędzią, przy każdym przychodzącym i wychodzącym  gościu lokalu powodował, że serce ponownie wpadało w galop. Nieposłuszne, mające nadzieję na…
I wtedy zadał sobie pytanie, na co liczy w przypadku pięknej fotograf.
Był pewnym siebie człowiekiem, pozbawionym kompleksów i nie przejmującym się bzdetami związanymi z wyglądem zewnętrznym. Wystarczyło mu, by był czysty, przeciętnie ubrany i czasami ogolony. Przedostatnie pozwalało mu się wtopić w tłum, ostatnie sprawiało dużo kłopotów.
Od zawsze nadmierny zarost doprowadzał go do szału.  W okresie dojrzewania kolegom włos się sypnął tu i ówdzie. Jego zasypało włosiem doszczętnie i miał wrażenie, że wygląda jak małpolud. Jako nastolatek przejmował się swoją odmiennością, ale tylko do pewnego momentu. Podczas którejś z imprez jedna z klasowych gwiazd przysiadła się do niego na kanapie i przylgnęła ciałem, wkładając mu dłoń pod koszulkę. Bawiła się włoskami na piersi, później tymi poniżej nic nie robiąc sobie ze skrępowania, jakie ogarnęło Piotrka. Skrępowanie wynikło z faktu, że te delikatne pieszczoty w miejscu prawie publicznym sprawiły, że penis bardzo szybko zdradził jego stan psycho – fizyczny.

– Wiedziałam, że to prawda. – Dziewczyna była mocno zarumieniona, wzrok utkwiła w rozporku zawstydzonego chłopaka. – Owłosieni mężczyźni mają duże… – Tu urwała, obniżając równocześnie dłoń. – Chcesz seksu?

Wstała, powłócząc wzrokiem, dając mu do zrozumienia jedno: „masz okazję by przestać być prawiczkiem”. Pierwszy raz był szybki, załatwiony jednym ruchem zgrabnej dłoni koleżanki. Drugi raz miał miejsce w pięć minut później i w tym zbliżeniu Piotr wypadł o wiele lepiej. Po imprezie byli parą jeszcze przez jakiś czas. Dzięki Ewie stał się kimś, przez duże KA. Zazdroszczono mu i przestano nazywać małpą. Stał się symbolem seksu w szkole, a wszystko za sprawą jakiegoś mało inteligentnego artykułu w gazecie, jeśli „Fakt” można określić mianem czasopisma. „Owłosieni mężczyźni mają większy sprzęt” – tak brzmiał tytuł.
To nie było ważne. Liczyła się broń, jaką dzięki temu zyskał. Przede wszystkim jednak to, że Ewa wyleczyła go z kompleksów, podniosła poczucie własnej wartości Piotra.

Teraz patrzył na wchodzącą do lokalu Zuzę i zastanowił się nad podobieństwami między nią, a jego pierwszą kochanką. Tak jak Ewa, tak Zuza chciała wziąć to, co jej się spodobało, na co nabrała apetytu. Wtedy uległ, bo tak podszeptywał rozsądek, a przede wszystkim chuć. Teraz dojrzał, zmądrzał i nauczył się nad sobą panować.

Zuza zauważyła go w momencie w którym przestąpiła próg. Skierowała się ku niemu rozkołysanym krokiem, uśmiechając się, niczym gwiazda filmowa.

– Piotrze. – Pochyliła się ku niemu, znów niby niechcący muskając go kaskadą włosów, które zsunęły się z pleców, opadły po bokach twarzy. – Co u ciebie?
– No zgadnij. – Nie dał się wciągnąć w te teatralne grzeczności. – Jesteśmy w ukrytej kamerze? – Rozejrzał się mrużąc oczy. – A może paparazzi? W końcu jesteś znana.
– Nie przesadzaj. – Widział, że stara się wyglądać na oburzoną, lecz w oczach migotała wesołość.
– Masz zdjęcia? – Przeszedł do konkretów, nie dając jej możliwości zdominowania rozmowy, skupienia uwagi na własnej osobie.
– A jak myślisz? – Widział, że straciła animusz, hollywoodzki uśmiech przygasł. Znów udało mu się ją zaskoczyć. – Jestem profesjonalistką – dodała z urazą.

Przysunęła ku niemu tablet, na ekranie którego zobaczył swoją twarz. Skinieniem głowy i uniesieniem dłoni przywołała kelnera, zamówiła kawę. Nie spuszczała przy tym zachłannego wzroku z Piotra, a kelner z jej dekoltu.

Uwielbiała moment, gdy klient oglądał efekt jej pracy. Większość była zaskoczona, wielu zachwycało się migawkami siebie samego. Nigdy nie przytrafiło jej się to, co po przesunięciu kilku zdjęć zrobił Piotr.

– Co to ma być?! – Pochylił się ku niej z wściekłą miną.
– O co ci chodzi? – Ledwie wydukała.
– To nie jestem ja! – Wskazał palcem na ekran tabletu. – To jakaś baba!
– Trochę obróbki graficznej i…
– Rozumiem, że ci się nie podobam i uważasz mnie za najbrzydszego faceta na świecie, ale wybacz. – Odsunął od siebie z obrzydzeniem tablet. – Nie chcę wyglądać jak jakiś cholerny model, któremu naciągnięto skórę twarzy i zawiązano jej nadmiar z tyłu głowy. Jestem facetem, mam zmarszczki, siwe włosy i godność. Tutaj widzę jakąś pizdę, a nie faceta.

Zuzkę zamurowało. Dosłownie. Zamilkła, zastygła, przestała mrugać. Nabrała powietrza czując, że zaczyna w środku bulgotać, a po chwili krew buzowała już w niej, zbliżając kobietę do stanu, tuż przed eksplozją.

– Tak poza tym, to świetne ujęcia i widać, że potrafisz zachować mgnienie oka w obrazie – dodał cicho, po czym upił łyk kawy. – Wybacz, ale poczułem się tak, jakbyś chciała mnie ubrać w babskie ciuchy i szpilki.

Tak jak nabrała powietrze, by go ochrzanić i kazać spieprzać do foto budki, tak wypuściła zatrzymane w płucach powietrze, a wraz z nim zeszła z niej złość.

– Nie jesteś najbrzydszym facetem na świecie. – Zakryła usta wysoką szklanką wypełnioną spienioną frappe, patrzyła w jej zawartość. – Myślałam, że tego oczekujesz. Widziałeś moje prace więc przyjęłam, że wiesz co nie co o tym, ale się myliłam.
– Ok. – Uniósł pojednawczo dłonie. – Moja wina. Nie powiedziałem czego oczekuję. Przepraszam.
– I tyle? – Odstawiła z impetem szklankę. – Może powiedz mi po prostu, czego oczekujesz.
– Ok, ale przy „przeprosinowym” piwie.
– Nie lubię piwa. – Zmarszczyła zabawnie nos, starając się zamaskować radość, którą poczuła dzięki zaproszeniu. Niby zwykłe spotkanie, ale zaproponowane przez Piotra – człowieka zagadkę.
– Zabiorę cię do prawdziwego browaru, na świeżo ważone piwo i wtedy powiesz, czy faktycznie nie lubisz piwa. – Pochylił się ku niej, opierając łokcie na blacie stolika. – Co ty na to?
– Daj adres lokalu. – Sięgnęła do niewielkiej torebki, wyjęła z niej banknot, położyła na blacie, po czym wstała. – Esemesem na mój numer, poproszę. O dwudziestej spotkamy się na miejscu. Teraz muszę uciekać. Praca czeka. Pa.

Mrugnęła do niego zawadiacko, po czym odwróciła się i odeszła w kierunku drzwi.
Został po niej zapach, został też wkurzony Piotr.

– Cholera – zazgrzytał zębami, klnąc pod nosem. –Znów przejęła inicjatywę. Nie na długo.

Kelner odprowadził go zdziwionym wzrokiem, gdy ten długimi krokami szedł ku wyjściu. Pomyślał, że on sam nie wypuściłby takiej kobiety z rąk, nie pozwoliłby jej wyjść z lokalu samej. Patrząc na Piotra, jego wygląd i pewność siebie wyzierającą z każdego ruchu, energicznego kroku stwierdził, że ten facet musi przebierać w pięknych kobietach, niczym w ulęgałkach. Nie mógł wiedzieć, że Piotr żyje w ascezie od dawna, dając upust seksualnej energii w samotności, a i to niezbyt często.
Chłopak westchnął, wzruszył ramionami. Podszedł do stolika, zabrał banknoty, obliczając w myślach napiwek, który mu pozostawiono. Na podstawie wieloletniej praktyki kelnerskiej mógł stwierdzić po kwocie, którą mu zostawiono, że dla obojga to spotkanie musiało pójść po myśli. Wkurzeni ludzie praktycznie nigdy nie „odpalali” mu nawet złamanego grosza. Wkurzeni klienci robili bałagan na stoliku i wokół, po czym opuszczali bistro. Ci obdarowali go solidnym napiwkiem.

Zuzka pojechała wprost do mieszkania. Musiała wyjść z knajpy, tak bardzo przejęła się zaproszeniem.
Ona! Światowa kobieta! Bywalczyni przyjęć, na których większość gości stanowili sławni ludzie.
Wyszła czując, że nie skupi się na rozmowie z Piotrem i nie będzie umiała składnie odpowiedzieć, skompromituje się, okaże banalną osobą.
Piotr rozbijał jej spokój ducha odmawiając seksu. Nie rozumiała tego i tym bardziej nie wiedziała, jak się odnaleźć w sytuacji. Reakcja na zdjęcia, nad obróbką których spędziła trzy razy więcej niż zwykle czasu, rozbiła ją doszczętnie. Przeprosiny i zaproszenie na piwo odwróciły jej emocje tak nagle i intensywnie, że obawiała się iż zacznie szczebiotać, jak idiotka. Wybrała więc najłatwiejsze wyjście, ewakuowała się.

W mieszkaniu ze szklanką jogurtu powędrowała do garderoby choć wiedziała już, w co ubierze się wieczorem. Spowoduje, że teraz on straci nad sobą panowanie. Nikt nie oparł się czarnej sukience i obcisłym kozakom nad kolano, na wysokim obcasie.
Odstawiła jogurt, sięgnęła po wieszak z ulubioną kiecką, którą wkładała na specjalne okazje. Dla Zuzki była substytutem zbroi, którą zakłada idąc do boju. Bardziej subtelna jej wersja, z pończochami zamiast miecza i dekoltem w zastępstwie hełmu.

– Zobaczymy, ile wytrzymasz, panie Piotrze – mruknęła, pozwalając radosnemu podnieceniu łaskotać wnętrzności, przyspieszyć bicie serca. – W końcu pękniesz i zerżniesz mnie na środku knajpy, nie bacząc na gapiów. Już ja o to zadbam.

———————————————————————

I takie coś mi na temat się wbiło: OCEŃCIE SAMI 😀

70
  • Megami

    Hm…
    Od pierwszego odcinka to mi wygląda jedynie na pożądanie. Oboje myślą tylko o seksie, a Piotr unika go tylko ze względu na zlecenie – inaczej uległby niemalże od razu. Nie, to nie jest człowiek – zagadka, to osoba, która ma określone zadanie i dąży do jego wykonania. A że przy okazji możliwe jest zaspokojenie własnych pragnień, to czemu nie?
    Naprawdę będę zdziwiona, jeśli ta historia zakończy się prawdziwą miłością. O ile w poprzednich opowiadaniach iskrzyło albo od samego początku, albo w trakcie późniejszych odcinków, tak tutaj widać jedynie pragnienie seksu. W końcu Piotr długo wytrzymał w czystości i niewinności 😀 A Zuza zwyczajnie lubi seks i kręci ją odmowa – coś nowego!
    Ale może się zdziwię, jeszcze trochę czytania przede mną… 😀

  • Tony F.P.

    Witam w klubie, Miko, mam to samo – i to już po raz drugi w tym roku, a dopiero luty:(
    He, he, nasza parka się rozkręca – zabawa w przeciąganie liny dobrze im wychodzi. Piotr niech lepiej poćwiczy nadgarstki przed wieczornym spotkaniem, bo skoro Zuza planuje wytoczyć potężne działa, to może być z nim krucho. Chyba, że ma asa w rękawie… he, he, może zażyje brom:)
    Zuza żyje jakby w zaklętym kręgu: bez angażowania się, bez głębszych uczuć, praca i przyjemności – a ktoś taki jak Piotr: normalny mężczyzna bez rozbuchanego ego, nie mający parcia na wyglądanie młodo i ślicznie – ma szansę ją z tego kręgu wyrwać. Myślę, że ta znajomość obojgu dobrze zrobi:)
    Bardzo jestem ciekawa, co też się „na piwku” wydarzy.

  • Jo Winchester

    To chyba jedno z moich ulubionych opowiadań Twojego autorstwa. Naprawdę potrafisz stworzyć napięcie, z niecierpliwością czekam na WYBUCH Piotra i Zuzy 😉

    • Dziękuję i zdradzę Ci, że przy każdym myślę sobie:
      „Kurde, to mi chyba nie wychodzi” 😀