Fotostory (V)

mikakamaka 12/02/2017 23:12 0 Permalink 61

Uśmiejecie się, ale nie znalazłam nigdzie odmiany słowa”żołądź” 😀 Tej od fallusa 😉 Jeśli walnęłam byka, to poprawcie mnie proszę 😀

Zamarła zaskoczona. Uniosła się odrobinę patrząc mu w oczy i sprawdzając, czy to co usłyszała chwilę temu jest prawdą, czy może umysł ją mami.

Piotr uśmiechał się niewinnie, choć podniecenie rozsadzało mu spodnie i ciało. W pełni zdawał sobie sprawę z tego, że wystarczyłoby wyciągnąć ręce, przygarnąć Zuzkę, by mieć ją w całości dla siebie. Przez chwilę, może z możliwością powtórki, nic ponad to, ale jednak mieć. Może i skorzystałby, ale wtedy położyłby plan.
Musiał dostać się do jej sypialni, a w tym celu koniecznym było zbliżenie się do Zuzy. Nie tylko fizycznie, bo tę sferę można było skonsumować wszędzie. Musiał zdobyć jej zaufanie.
Widział, że zbił ją z pantałyku. Pewnie po raz pierwszy dostała kosza. I to od kogo! Nie od sławnego, powabnego samca, lecz od niego. Wiedział, że wybrał świetną taktykę.
Zuzka zacięła się w sobie, mieląc sytuację.
Podnieciła się, widząc jego oczy i wzrok, w którym widziała tak wiele emocji. Wiedziała, że i Piotr się podniecił. Nie był w stanie ukryć czegoś tak transparentnego. Wzwód rozsadzał spodenki, a przecież poza nią nie było w pomieszczeniu nikogo, kto mógłby tak właśnie na niego podziałać.
Stwierdziła rzecz bardziej szokującą. Odrzucenie podnieciło ją jeszcze bardziej. Przedtem miała na niego ochotę, a takie głodziki zawsze zaspokajała bez zbytniego rozwodzenia się nad tematem. Ot odrobina przyjemności, dla pełnej temperamentu kobiety. Teraz utknęła w stanie podniecenia stwierdzając, że nieznane jest jej to odczucie. Podobało jej się w jakimś dziwnie masochistycznym wymiarze. Uśmiechnęła się, uniosła ciało, nie schodząc jednak z Piotra. Prowokowała go siedząc na nim okrakiem i w tej pozycji postanowiła uwiecznić wyraz jego twarzy. Sięgnęła po aparat, przełączyła tryb fotografowania na nagrywanie obrazu.

– Dobrze, Piotrze. – Zaskoczyła go spokojem, z jakim przyjęła odrzucenie. – Więc jeszcze trochę fotek i sesje mielibyśmy za sobą. Chyba że masz jeszcze jakieś ujęcia na myśli? Chciałbyś coś, czego nie robiliśmy?
– Myślę że wszystko… – urwał, gardło mu się zacisnęło.

Zuza obserwowała go przez oko obiektywu, pochylając się do przodu, ocierając się o imponujący wzwód. Była ciekawa, czy wytrzyma jej zabiegi i nie ulegnie.
Z zachwytem rejestrowała zaciskającą się szczękę, z trudem przełykaną ślinę i złość w oczach Piotra.

To już coś – pomyślała. – Przynajmniej jakaś reakcja.

Nie złamał się. Widać było że czeka, by skończyła tortury i zeszła z niego. Była pod wrażeniem, była podniecona.

– Mam już sporo materiału. – Poderwała się lekko, wstając. Podeszła do biurka. – Zgram wszystko, wybiorę kilkanaście fotek i zaproszę cię byś wskazał te, które podobają ci się najbardziej. Te poddam obróbce.
– Kiedy? – Piotr sięgnął po koszulę, zarzucił ją na ramiona.

Zuza nie odpowiedziała od razu. Zatkał ją widok namiotu w gatkach Piotra. Nie zauważyła wcześniej, jak hojnie obdarowała go natura. Teraz nie potrafiła oderwać oczu od bijących po oczach gabarytów tym bardziej, że gumka spodenek obniżyła się, odsłaniając przy okazji czerń czerń włosków. Podbrzusze było pokryte taką ich gęstwiną, że zapragnęła podejść do Piotra, włożyć mu  dłoń za ściągacz i zajrzeć, zaspokoić ciekawość.
Piotr był świadkiem walki uczuć i myśli, bitwy rozgrywającej się na twarzy Zuzki. Zagryzła wargę, zmarszczyła brwi, nie odrywając wzroku od namiotu, którego nie próbował nawet ukryć.  Pokiwała przecząco głową, by się w końcu odwrócić. Zastanawiał się, czy zawsze dostawała to, czego chciała. Czy każdy facet ulegał jej bez większego problemu? A może po prostu środowisko, w którym pracowała takie właśnie miało podejście do spraw seksu? Lekkie, pozbawione głębszej refleksji, nakierowane na przyjemność, konsumpcyjnie wygodne.
Przyglądał się jej plecom gdy podłączała aparat do kabli ładowania, przesyłała zdjęcia. Nie miał wątpliwości, że to ten rodzaj kobiety, która dobrze czuje się ze swoim ciałem. Zna siebie, wie na co ją stać i nie zakazuje sobie czerpania przyjemności z niezobowiązującego seksu.  On sam też by chętnie skorzystał tym bardziej cieszył się, że plan zakładał coś wręcz odwrotnego. Zawładnęło nim przedziwne przeczucie, że znalazł się oto w TYM miejscu świata i w TEJ chwili swojego życia. Jakby wszystkie zdarzenia prowadziły go do tego momentu. Tutaj i teraz.
Nie rozumiał uczucia, ale nie zamierzał go zgłębiać.
Patrzył na pochyloną nad stołem postać. Dłoń oparta obok klawiatury, burza włosów przerzucona przez ramię tak, by nie przeszkadzała. Lejący materiał bluzki spływał na biodra, podkreślając szczupłą kibić i kształtną pupę. Taką, jak lubił. Okrągła, ani zbyt chuda, ani za gruba. Długie nogi okryte skórzanymi spodniami i gołe stopy. Jego fetysz – piękne, kobiece stopy.
Podniecenie ledwie opadło, a znów zaczęło napływać, utwardzając penisa, gdy obrazy tego, jak całuje miękkie śródstopie i ssie palce, zaatakowało wyobraźnię.

– To kiedy mam być? – Odwrócił się tyłem do Zuzki, sięgnął po spodnie.
– Jutro – odparła po dłuższej przerwie. – Właściwie to wiem, które ze zdjęć nadadzą się najlepiej, ale wolę przejrzeć wszystkie. Szkoda byłoby gdyby jakieś świetne ujęcie mi umknęło. Jutro dziesiąta przed południem. Może być?
– Jasne. – Zapinał rozporek, sprawiało mu to trudność. – Będę.
– To do jutra. – Wróciła do przeglądania zdjęć zastanawiając się, jak zawód wykonuje Piotr, skoro jest tak dyspozycyjny.

On dla odmiany czuł gorycz złości na myśl, że tak łatwo zebrała się w sobie po tym, jak dał jej kosza. Wyglądała na nieprzejętą tym faktem, pochłoniętą pracą, praktycznie nieświadomą jego obecności.

– Do jutra. – Wyszedł, nie doczekawszy się odpowiedzi.

Pojechał prosto do domu, a w nim pomaszerował do łazienki i pod prysznic. Odkręcił kurek z gorącą wodą licząc na to, że uspokoi umysł, rozluźni ciało. Umysł płatał mu jednak figle podsuwając wspomnienie nagich stóp, przypominając jak Zuzka ocierała się o niego przez przynajmniej dwie warstwy odzieży. Jeszcze uczucie, gdy pukiel jej włosów opadł mu na ramię, przesunął się po nim w momencie, gdy wymruczała, by rozchylił usta.
Nie wytrzymał, nie zamierzał z tym nawet walczyć. Objął boleśnie sztywnego kutasa, zamknął na nim palce i zaczął się pieścić. Oparł czoło o białą glazurę ściany, zamknął oczy i otwierając umysł na obrazy ust Zuzki, jej piersi na swoim torsie i otulające go mokre wnętrze, przyspieszył ruchy dłoni. Rozchylił usta, pozwalając gorącym kroplom wody kłuć skórę, dostarczać dodatkowe bodźce. Skrócił ruchy nadgarstka poruszając nią już tylko kilka centymetrów przy żołędzi, zaciskając na niej co jakiś czas palce. Jęknął, przywierając wargami do chłodnej płytki, wyobrażając sobie, że to szyja Zuzy. Przylgnął czubkiem penisa do ściany, biodra zaczęły drżeć. Trzy ruchy dłoni i gorąca sperma trysnęła na połyskliwą powierzchnię, spłynęła w dół, zmywana gorącą wodą.

– To nie będzie łatwa sprawa – mruknął pod nosem czując resztki drżenia, przepływającego przez ciało.

Orgazm przyniósł z sobą odrobinę rozluźnienia, połowiczną ulgę i odprężenie.
Owinięty popielatym szlafrokiem ospale powlókł się do kuchni. Tam mimo wczesnej pory odkapslował piwo i śmiejąc się z siebie, wyszedł na taras. Z mokrą głową, w mroźne powietrze, bosymi stopami w skrzypiący śnieg.
Napadało trochę świeżego, a taki kusił Piotra najmocniej. Masochistycznie podreptać po białym puchu do momentu, gdy ból wygoni go w ciepłe zacisze mieszkania. Wtedy rozpali ogień w swojej czerwonej kozie i spędzi resztę popołudnia wpatrując się w złote języki płomieni, liżących kostki brykietu drzewnego.

– Oj, polizałbym coś i ja – westchnął, wciskając przycisk z napisem ON, na pilocie lampy grzewczej, zarzucając równocześnie kaptur szlafroka na głowę. – Wpiłbym się w tą gorącą cipkę i lizał aż po szczyt. Ech.

Zdjął pokrowiec z drewnianego fotela i sięgnął do kieszeni po telefon. Lewą ręką podbijał znaczkiem plusa na pilocie temperaturę lampy na maksymalną, a prawą szukał numeru w telefonie. Wdusił w końcu ten, który chciał znaleźć i czekał cierpliwie na połączenie. Lampa grzała, a nawet zaczynała parzyć, lecz tego właśnie pragnął. Dzięki temu urządzeniu czuł się abstrakcyjnie i luksusowo zarazem. Zima i śnieg. On w puchatym szlafroku, z wciąż wilgotnymi włosami. Mróz wokoło, a on zaczynał się pocić, a śnieg roztapiać. Wydatek tych kilku tysięcy był w pełni przemyślany i nie żałował go ani przez chwilę. Latarnia grzewcza w zimę sprawdziła się koncertowo. Na lato planował postawienie tutaj jakiegoś niewielkiego basenu. Coś, by można było ochłodzić się, poleżeć w słońcu, poopalać skórę.
Znów obraz Zuzki zaatakował myśli.
Chciałby mieć ją tutaj. Wiedział, że byłaby zachwycona mieszkaniem, aurą kamienicy, atmosferą spokoju w centrum miasta. Mogliby kochać się choćby i tutaj, na tarasie. Nadzy zimą, zaznający rozkoszy cielesnych bez obawy o bycie podglądanym. To była jedna z zalet tego lokum. Najwyższa kamienica ułożona względem innych zabudowań tak, by mieć całkowitą intymność, nie będąc niepokojonym przez nikogo.

– Halo.

Pojedyncze słowo w słuchawce wyrwało go z zadumy i marzeń. Całe szczęście, bo znów się podniecał, szlafrok wybrzuszał się, unosił na wysokości krocza.

– Cześć, Konrad. – Poprawił penisa, układając go na udzie, dociskając w dół. – Mam sprawę.
– Dawaj.
– Musze namierzyć jedną taką. – Upił łyk piwa.
– Twoja nowa dupa? – Zaciekawienie pomieszane z rozbawieniem. – To coś nowego. Już myślałem, że starasz się o tytuł abstynenta seksualnego dekady.
– Żadna dupa. – Piotrek westchnął teatralnie. – Klientka po prostu.
– Fajna jakaś?
– Facet, suczka marzenie. – Przymknął oczy, oparł głowę na zagłowiu, przywołał obraz krągłości piersi rysujących się pod niedopiętą bluzką. – Mokry ogień, jeśli wiesz co chcę powiedzieć.
– Biere! – Konrad zaśmiał się. – Co ci trzeba?
– Wszystko. – Odstawił butelkę na deski tarasu, wbijając ją w resztki topniejącego śniegu. – Z kim jest, z kim się spotyka, gdzie bywa, co ogląda w necie, jakie wykonuje telefony i tak dalej. Wszystko!
– Łoho! – Konrad nie krył rozbawienia. – Albo taka ważna persona, albo zacząłeś polowanie na super dupkę.
– Jedno i drugie, brachu – westchnął, unosząc zieloną szklaną szyjkę ku ustom, pociągając spieniony łyk piwa. – Jedno i drugie.

61