Fotostory (XIV)

mikakamaka 13/04/2017 20:57 1 Permalink 50

Niniejszym żądam, by to były ostatnie święta, przed którymi mam taki chaos wokół siebie 🙂
Panowie montujący szafy, pierwszy wolny termin mieli na trzy dni temu. Rozpiździel w mieszkaniu koncertowy 😀
Następne (Bożego Narodzenia) mają być spokojniejsze, czego i Wam życzę 😀

Zuzka przez cały dzień zastanawiała się, jaką strategię przyjąć względem Piotra. Trochę denerwowało ją we własnym myśleniu to, że wciąż uczepiała się planowania, układania scenariusza zachowań, w stosunku do niego. Widziała wyraźnie, że manipulowanie nim, jak wcześniej innymi mężczyznami, nie odnosiło żadnego skutku. Nie potrafiła go skusić, nie uległ jej wdziękom, wymykał się w sytuacjach, w których poprzednicy szli, jak w dym. Fascynował ją i jeszcze mocniej go przez to pragnęła.

– Dobrze, zrobię coś wbrew sobie. – Mówiła do lustra, myjąc zęby. Opluła niechcący gładką powierzchnię. – Pójdę do ciebie, bo ty raczej mnie nie odwiedzisz.

Ubrała się, zarzuciła niewielki, skórzany plecak na ramię i rozkładając przed wyjściem z klatki schodowej parasol, uśmiechnęła się na myśl, że zobaczy Piotra. Wycieraczki zgarniały z szyby deszcz, pomieszany z mokrym śniegiem. Spoglądała na ludzi w mijanych autach, ich ponure, zasępione miny. Skulone postaci szybkim krokiem przemierzały chodniki, omijając kałuże, umykając przed kaskadami wody, wypryskującymi spod kół przejeżdżających aut. Starszy mężczyzna nie zareagował w odpowiednim momencie, gdy rozpędzony samochód wzbił burą wodę z głębokiej kałuży. Chwilę później, był mokry od pasa w dół. Zuzka widziała jak grozi pięścią kierowcy, który penie nie zauważył nawet tego, co mu zrobił. Pomknął prawym pasem, a po chwili skręcił w boczną ulicę, zostawiając ociekającego błotem, człowieka.
Jej pas był zakorkowany, miała więc sporo czasu na to, by poukładać sobie wszystko, co powie i zrobi Piotrowi.
Po pierwsze zamierzała zaproponować mu coś tak banalnego, jak kolacja w restauracji, później może wyjście do teatru. Będą rozmawiać, poznają się lepiej, sprawdzą, jak wiele spraw ich łączy, a ile dzieli. Nie będzie go już próbowała uwieść, nawet nie pocałuje. Jeśli Piotr będzie do tego dążył, ona go przystopuje. Chce staromodnego układu sił, to będzie go miał.
Zerknęła na mężczyznę w samochodzie przesuwającym się w ślimaczym tempie, na sąsiednim pasie. Twarz miał wyzutą z emocji, znudzoną, wręcz szarą. Patrzył w dal przez przednią szybę, ziewnął przeciągle, pochylił się do przodu, zapewne po to, by włączyć radio. Przyrównała do tego swój stan wewnętrzny. Natłok jasnych emocji rozświetlał ją powodując, że czuła się lekko i radośnie. Spojrzała we wsteczne lusterko stwierdzając, że błyszczą jej oczy.
Tak, poznanie Piotra zdecydowanie dobrze jej zrobiło.
Zaparkowała przy kamienicy, postawiła kołnierz płaszcza i pobiegła do drzwi wejściowych. Wdusiła przycisk domofonu i czekała. Po upływie trzydziestu sekund wcisnęła jeszcze raz.  Czynność powtórzyła kilka razy.

– Gdzie się szlajasz? – Warknęła pod nosem, wracając do samochodu z zamiarem poczekania na Piotra.

Jego auto stało zaparkowane opodal więc doszła do wniosku, że pewnie wyszedł po sprawunki i za niedługo wróci. Po piętnastu minutach radosny nastrój zelżał, wigor przygasł. Po trzech kwadransach czuła zdenerwowanie, ogarniał ją powoli niepokój. Po półtorej godzinie, gratulując sobie nieziemskiej, jak na nią, cierpliwości opuściła auto. Wszystkie szyby były już zaparowane, poza jedną, przecieraną regularnie szalikiem,  przez którą obserwowała wejście do klatki. Dla pewności zadzwoniła jeszcze raz do mieszkania Piotra. Nie było odzewu, w wyniku czego stanęła przed wyborem. Mogła odpuścić i wrócić do siebie. Przyjdzie kiedyś indziej, lub umówi się telefonicznie. Nie chciała jednak czekać obawiając się, że straci odwagę i zmieni plan. Anonsowanie się odpadało, bo nie chciała tracić elementu zaskoczenia. Musiała działać na gorąco czyli tak, jak miała w zwyczaju.
Plan działania obmyślił się sam. Szybki kurs objazdowy pomiędzy kilkoma sklepami, by pół godziny później stanąć ponownie przed drzwiami domu Piotra, wciskając guzik dzwonka domofonu. Nadal go nie było, więc wdusiła sąsiedni. Nabrała w płuca powietrza, gotowa do wyrecytowania niewinnego kłamstwa.

– Halo! – Dobiegło z głośnika domofonu. – Otwieram!

Zuzka naparła sobą na ciężkie, drewniane skrzydło i wbiegła schodami na trzecie piętro.
Tam czekała na nią starsza kobieta, ciekawie spoglądająca w dół, przez balustradę.

– Pani do kogo? – Mówiła zbyt głośno, bo jak zwykle zapomniała naładować aparat słuchowy.
– Do narzeczonego! – Artykułowała słowa powoli, głośno i wyraźnie. – Piotr Namyczko, państwa sąsiad. Ma urodziny i chciałam mu zrobić niespodziankę, ale chyba go nie ma w domu.
– Urodziny! – Oczy kobiety rozbłysły. – Antoś! – Zawołała męża. – Piotruś mówił coś, że wyjeżdża?
– Czegóż się drzesz, kobieto?! – Wysoki, zadbany starszy jegomość, wyłonił się zza futryny, spoglądając z ciekawością na Zuzkę. – Mamy gościa?
– Nie my. – Machnęła ręką, uśmiechając się do męża. – Piotruś.

Zuzkę aż ukłuło coś w serce, gdy zobaczyła dojrzałą miłość, emanującą od seniorów. Jak na dłoni widać było zainteresowanie sobą i to, jak patrzyli sobie w oczy. Drobny gest, gdy mężczyzna odgarnął żonie pasmo srebrnych włosów za ucho i wyjął aparacik z ucha.

– Dam do ładowania. – Podniósł do oczu, przełączył coś w beżowym przedmiocie. – Zaczekaj.

Po chwili wrócił z innym, podał go kobiecie, ta włożyła sobie do ucha.

– Ta miła dziewczyna jest narzeczoną Piotrusia, a on ma urodziny. – Mówiła o wiele ciszej. – Chciała mu zrobić niespodziankę, ale nie ma go w domu.
– Nie mówił, że mam karmić rybki, więc powinien dzisiaj wrócić. – Starszy człowiek zmarszczył czoło, jakby szukał informacji w głowie.
– To ja mam wielką prośbę. – Zuzka przyoblekła twarz w błagalny wyraz. – Jakby pan był tak łaskawy i wsadził tego szampana do lodówki, a balony … – Przerwała, by posmutnieć.
– Idź z nią, niech przystroi mieszkanie. – Szturchnęła lekko męża. – Przy okazji nasyp rybkom jedzenia.

Zuzkę zalało uczucie ulgi. Takiego obrotu spraw oczekiwała, niczego więcej nie potrzebowała.
Szła za mężczyzną po schodach powstrzymując pragnienie ponaglenia go, by przyspieszył. W końcu drżącą ręką włożył klucz do zamka, przekręcił go.

– Proszę bardzo. – Nonszalanckim gestem zaprosił ją do mieszkania Piotra. – Przystrajaj, dziecko.

Podziękowała skinieniem głowy i skierowała się wprost do kuchni. Poruszała się tak pewnie, że Antonii nie zaprzątał sobie głowy pilnowaniem jej. Skierował się do drzwi tarasowych, w pobliżu których stało niewielkie akwarium.
Lubił Piotra, młodego, spokojnego człowieka, którego niejednokrotnie prosił o pomoc, przy remoncie mieszkania. Polegała ona na przypilnowaniu tynkarzy i kafelkarza, którym przedstawił Piotra, jak własnego syna. Nie użył określenia dosłownie, ale fachowcy takie właśnie odnieśli wrażenie. Na prośbę Antoniego to on rozliczał ich z materiałów, czasu pracy, wytykał niedociągnięcia.
Antonii z rozrzewnieniem pomyślał, że takiego właśnie chciałby mieć syna. Takie byłoby jego dziecko, gdyby przedwczesna śmierć nie odebrała mu kilkuletniego szkraba, łamiąc przy okazji serce. Otarł samotną łzę, płynącą zygzakami po pomarszczonej skórze i sięgnął po słoiczek z karmą dla ryb. Małe stworzenia już czekały przy powierzchni wody, robiąc zamęt tuż pod jej taflą.
W tym samym czasie Zuzka przyczepiała balony, choć czynność ta miała tylko maskować umiejscawianie niewielkich kamer. Tym razem zadbała o to, by mieć dostęp również i do dźwięku. Nie ograniczyła się do jednego oczka na wypadek, gdyby Piotr znalazł podgląd.

– Dziękuję za pomoc i do widzenia. – Ukłoniła się i z ociąganiem skierowała ku schodom. – Mam nadzieję zobaczyć państwa wkrótce. – Pomachała na pożegnanie ręką i zbiegła na dół.

Tak wyglądaliby jej rodzice, gdyby ich miała. Pogodni, kochający się, opiekuńczy w stosunku do siebie i do niej również.

W ślimaczym tempie wlokła się do domu podsumowując dzień. Nie spotkała się z Piotrem, nie tknęła żadnej ze zleconych jej spraw, ale dostała się do mieszkania i będzie wiedziała, kiedy pojawi się domu. Wtedy go odwiedzi, doprowadzi do konfrontacji.
Powolny ruch zatamowanych ulic, skojarzył jej się z organizmem chorego na miażdżycę, z przytkanymi żyłami.
W mieszkaniu otworzyła laptop i z kubkiem gorącej herbaty przeglądała zdjęcia Piotra, kontrolując widok jego mieszkania, z umieszczonych przez siebie kamer.
O dwudziestej trzeciej ogarnęło ją podenerwowanie przez fakt, że ten wciąż nie wraca. Miał kochankę, a może dokądś wyjechał i nie zobaczy go przez dłuższy czas. Ale przecież musiałby powiedzieć o tym Antoniemu.
Biła się z myślami do północy, w końcu usnęła z komputerem ustawionym na szafce nocnej. Dźwięk sygnału informującego o aktywowaniu się kamer, pogłośniła maksymalnie.
Żałowała, że wybrała sprzęt wygaszający się, a nie ten pracujący w trybie ciągłym. Z drugiej strony, po co miałaby przyglądać się pustemu mieszkaniu. Nie o to jej przecież chodziło.
Około trzeciej monotonne buczenie przerwało niespokojny sen. Przetarła oczy, budząc się momentalnie. Zdziwiło ją uczucie radości, które zagościło w niej na myśl o tym, że za chwilę zobaczy Piotra. Osłupiała widząc nie jego, lecz dwu napakowanych mężczyzn, choć trafniejszym byłoby określenie „szafy trzydrzwiowe, z zanikającymi cechami ludzkimi”. Wyskoczyła z łóżka i ze wzrokiem wbitym w obraz na ekranie monitora, niesionego przed twarzą laptopa, pognała do kuchni. W drodze załączyła bluetooth, sprzęgając komputer z głośnikami w mieszkaniu. Słyszała rozmowę mężczyzn bardzo dokładnie. Szukali czegoś, jakiegoś nagrania. Jeden kierował, drugi wykonywał polecenia. W końcu dowodzący wybrał numer w telefonie, czekał na połączenie. Zuzka pochyliła się w napięciu, zawisając nosem o centymetry od matrycy.

– Nie ma jego i nie ma nagrania. – Osiłek informował rozmówcę. Nastąpiła przerwa, jakby słuchał instrukcji. – Już otwieram.

Rozłączył się, kiwnął kompanowi, siląc się na leniwy ruch głową, a właściwie samym podbródkiem. Ten opuścił kadr, znalazł się poza zasięgiem kamer. Zuzka siedziała, jak na szpilkach czekając na powrót nie tyle jego, co rozmówcy telefonicznego.

– O kurwa! – Aż ją zatchnęło na widok Trybiana. – Ty suchelcu zjełczały!

– Miałeś go lekko poturbować. – Słowa Trybiana zjeżyły jej włoski na karku. – Może nie kłamał w sprawie filmu od Sue. – Myślał głośno. – Jak zdobyć ten film?

W Zuzce, jakby rozszalała się burza. Jej szok trwał chwilę, po której zdusiła emocje, przekierowała je do konstruktywnego działania. Podłączyła do komputera dysk zewnętrzny, zgrała na pendrive film, przedstawiający zbliżenie Trybiana z młodym kochankiem. Załączyła program nagrywający, przesyłający co kilkanaście minut plik do zapisu na dysk Google. Dostęp miała zaufana osoba, jedyna koleżanka z domu dziecka. Tak na wypadek, gdyby coś jej się stało, choć w obecnym stanie raczej przegryzłaby gardła wszystkim trzem mężczyznom, a nagranie byłoby dowodem zbrodni.

Ubrała się, zbiegła po schodach i pojechała prosto do mieszkania Piotra.

50
  • Jo Winchester

    Miko! Miko, następny proszę!