Fotostory (XVII)

mikakamaka 09/05/2017 19:49 6 Permalink 59

I znowu nie ostatnia część, ale wolę się nie spieszyć i podomykać wątki. Dane mi było popełnić nie jedno story, które zakończyłam na chybcika, pozostawiając u Was niedosyt. Nie chcę przedłużać, ani Was wkurzać. W zeszłym tygodniu skupiłam się na zakończeniu „Pioruna”. W tym koniec „Fotostory”. Ostatnia część będzie przed weekendem (oby 🙂 ). Jeśli się uda, to jeszcze „Pałka” wskoczy, ale tutaj musimy się zgrać z Babeczką, a nie zawsze życie na to pozwala 🙂
Później zaczynamy nowe historie, a tak poza tym, to duże zmiany nadchodzą 😀

Piotrowi włączyła się przekora. Czuł fizyczną potrzebę zobaczenia Zuzki, rozmowy z nią, pobycia w jej towarzystwie i oddychania tym samym powietrzem. Był jednak mężczyzną i jako samiec nie zniósłby faktu, że to ona odbierze go ze szpitala i jak rekonwalescenta zawiezie do domu. Posiniaczoną twarz i obolałe żebro mógł zdzierżyć, ale obawiał się, że będzie chciała pomóc mu we wniesieniu rzeczy po schodach, a tym samym znów przejmie kontrolę. Nie chciał tego, zamierzał trzymać się ustaleń. Ogarnie się odrobinę, zadzwoni do niej i umówią na spotkanie, na neutralnym gruncie. Bez podstępów, kłamstw, tabletek gwałtu i temu podobnych zakłóceń.

– Synu – zaczął ojciec, gdy tylko wsiedli do samochodu. Przyjechał po niego tak, jak prosił. Wiedział, że dojdzie do tej rozmowy, był na nią przygotowany. – Wiem, że się powtarzam, ale może pomyślisz nad zmianą zawodu, ustatkowaniem się, zapewnieniem sobie bezpieczeństwa, a nam spokoju.
– Pierwszy raz zdarzyło się coś podobnego, tato. – Piotr z obojętną miną spoglądał na szarugę za oknem. Krople rozmazywały się na szkle, zamazując obraz.
– Wiem i komunikuję ci tylko, że masz gwarantowane stanowisko w firmie, czeka na ciebie i może ci się spodoba. – Ojciec uniósł dłoń, uprzedzając tłumaczenie, może bunt syna. Wiedział, co ten powie, ale martwił się o niego. – Nie każę ci zakładać rodziny, ani szukać kobiety, bo to nie jest coś, co można zrobić na siłę. Chcę tylko byś wiedział, że możesz na nas liczyć.
– Dziękuję, tato. – Gardło zacisnęło się Piotrowi ze wzruszenia, zdradzieckie łzy zaszczypały w oczach.

Nie zamierzał mówić o Zuzce, chciał to zostawić dla siebie. Obawiał się, że może im nie wyjść, a rodzice odebraliby tą porażkę bardzo boleśnie. Od dawna deklarował chęć pozostania w stanie kawalerskim i wolał nie dzielić się znajomością tym bardziej, iż wyglądało na to, że rodzina pogodziła się z jego wyborem.
Podejrzewał, że zbyt wiele spraw dzieli go z Zuzką, a łączy jedynie pożądanie. Zaspokoją pęd pchający ich ku sobie, codzienność wypełni szarą masą przestrzeń między nimi, ta nie stanie się spoiwem. Nie w ich przypadku.
Co miał jej do zaoferowania? Nic poza sobą samym i zwyczajnością. Zuzka nie był zwyczajna i nie do tego też przywykła.
Podziękował tacie, zarzucił torbę na ramię i krzywiąc się pod wpływem tępego bólu, promieniującego od stłuczonego żebra, powędrował do mieszkania.

***

Zuzka zajęła się odrabianiem zaległości w firmie. Najchętniej rzuciłaby wszystkie zajęcia w kąt i pojechała do mieszkania Piotra, ale postanowiła dotrzymać słowa. Obrabiała więc materiały filmowe i zdjęcia, przygotowywała sesję wykonaną na specjalne zamówienie. Nie przyjmowała dotąd zleceń ciężarnych matek. Nie rozumiała tego stanu i obawiała się, że w takiej sytuacji jej talent nie da o sobie znać i nie będzie potrafiła wychwycić wyjątkowości kobiety, którą miała uwiecznić na zdjęciach. Zgodziła się jednak, podjęła wyzwanie stwierdzając w duchu, że dzieje się to pod wpływem znajomości z Piotrem. To przy nim przecież przełamała stereotyp, zgadzając się na sesję kogoś, kto wyglądał wyjątkowo nieciekawie. Z perspektywy ostatnich tygodni musiała przyznać przed samą sobą, że tkwiła w schemacie, bo tak było jej najwygodniej. Nie musiała podejmować wysiłku, nie narażała się w ten sposób na porażkę.

Skupienie na pracy obejmowało osiemdziesiąt procent umysłu, pozostałe dwadzieścia trwało w stanie gotowości i oczekiwania na wizytę, czy choćby telefon Piotra. Miała go odebrać ze szpitala, czekała na wezwanie. Nie zadzwonił tego dnia, ani następnego, do godziny piętnastej. Podejrzewała, że po tej godzinie nie ma wypisów ze szpitala, ale i tak czekała na telefon od Piotra. Uczucia Zuzki wahały się pomiędzy niepokojem, że jego stan pogorszył się a tym, że zwyczajnie nie chce jej widzieć.
Z jednej strony rozumiała go, bo przecież dokuczyła mu, zakorkowła tyłek. Nawet, jeśli nie był homofonem, to zrobiła mu coś, czego męskie ego mogło zwyczajnie nie znieść. Może leżąc w szpitalu doszedł do wniosku, że nawet jej ładne i zadbane ciało, nie jest warte zabiegania o taką wariatkę? Mógł się jej obawiać, a tym samym odpuścić sobie.

Wieczorem była już nabuzowana i wściekła. Walczyła z sobą, by nie złamać się, nie jechać do niego i zażądać wyjaśnień. Po powrocie do mieszkania, w przypływie nadziei załączyła komputer, odpaliła program monitoringu mieszkania Piotra. Nie złapała sygnału co znaczyło, że znalazł kamerki i je odłączył, może nawet zniszczył. Oznaczało to również, że wrócił do siebie i najzwyczajniej w świecie unika jej.
Ostatnie odkrycie załamało ją. Ubrana jedynie w pidżamę, z twarzą nietkniętą makijażem, narzuciła na siebie bluzę i w papuciach zjechała windą na parter budynku, w którym mieszkała. Wysiadając minęła się z sąsiadem, ten posłał jej uśmiech w ramach powitania, lecz zamarł, widząc nietypowy ubiór Zuzki. Nim drzwi windy zamknęły się, odcinając mu widok kobiety stwierdził, że nawet w różowej pidżamie w zielone koty, wygląda świetnie. Może jedynie obniżony krok deformował ją odrobinę, ale czerwonymi pantoflami z puszystym pomponem, nadrabiała efekt pieluchy w spodniach. Doszedł również do wniosku, że jego przyszła kobieta tak właśnie mogłaby się nosić, w ich prywatnej przestrzeni. Ciekaw był, czy pod spodniami miała bieliznę. Musiał się podrapać po przyrodzeniu uwięzionym w spodniach, bo dało o sobie znać. Zawsze miał bujną wyobraźnię, nie potrzebował nawet zbytnio pornosów, by zabawić się z samym sobą. Wiedział, o kim będzie myślał podczas dzisiejszego samogwałtu. Uwielbiał to określenie. Było niegrzeczne, a zarazem prawie niewinne. Nie krzywdziło przecież nikogo.

Zuzka przebiegła przez osiedlową uliczkę, uciekając przed zacinającym, zimnym deszczem. Ciepłe powietrze dmuchnęło na nią z kurtyny powietrznej, gdy wbiegła do osiedlowego mini marketu. Przywitała się skinieniem głowy z ekspedientką i pomaszerowała wprost do zamrażarki z lodami.

– To wszystko? – Kasjerka nie wyglądała na zdziwioną jej skromnymi zakupami. Zapakowała pudełko z lodami do jednorazowej reklamówki, uśmiechnęła się wyrozumiale. Wiedziała, że jeśli kobieta, nie bacząc na wygląd wychodzi o tej porze z domu, to musi mieć problem do przemyślenia i przejedzenia. Nic bardziej niż słodycze, nie łagodzi chandry.   Opakowanie lodów karmelowych powinno choć częściowo ukoić smutki.

Pół godziny później pełniejsza o tysiąc kalorii, senna i apatyczna Zuzka, przerzucała kanały telewizyjne, szukając czegoś ciekawego.

Sensacyjne nagrania ukazujące intymne chwile spędzone z kochankiem, wyciekły do internetu. Bohaterem zamieszania jest odtwórca głównej roli męskiej serialu „Żet, jak życie”. Uważany dotąd za seks symbol Trybian, gustuje jak widać w przedstawicielach własnej płci. Co stanie się z serialową postacią łamacza kobiecych serc? O przypuszczeniach powie nasz dyżurny socjolog, Marian Kuternoga. Przenosimy się do studia.

Kamera z gładkolicej blondyneczki i obrazu za nią, przedstawiającego Trybiana wpijającego się ustami w drobnego blondyna, przeniosła się na uśmiechniętego mężczyznę pod krawatem.
Zuzka przewróciła oczami, wyłączyła telewizor i kręcąc głową, powlokła się do łazienki.

– Taki z ciebie socjolog, jak z koziej dupy trąba – rzuciła w kierunku czarnej tafli telewizora.

W końcu zakopała się w chłodnej pościeli, pokazała środkowy palec księżycowi w pełni, rażącemu ją przez duże sypialniane okno i nakryła głowę poduszką. Jeszcze długi czas przewracała się w łóżku, nie mogąc zasnąć. Owiec nie liczyła, bo najzwyczajniej w świecie śmieszyło ją wyobrażenie skaczących przez płot zwierząt, nie przynosiło wyciszenia. W końcu usnęła niespokojnym snem i śniły jej się fruwające świnie.

– Obudziłem cię? – Po dwóch dniach Piotr nie wytrzymał i odczekawszy do przyzwoitej godziny siódmej rano, wybrał numer Zuzki i z drżącym sercem czekał na połączenie.
– Nie. – Nie kłamała. Była porannym ptaszkiem, pierwszą kawę piła po piątej. – Co tam?
– Jestem w domu. – Nie wiedział, jaką informację dołączyć do tego krótkiego stwierdzenia.
– Wiem – odparła. – I wiem, że wiesz, że wiem.
– No wiem. – Uśmiechnął się, zamilkł.
– Tośmy se pogadali – zachichotała idiotycznie, ganiąc się za to w duchu.
– Co powiesz na kino dziś wieczorem? – Zapytał szybko, bojąc się, że zabraknie mu odwagi, lub też Zuzka palnie coś, co go zablokuje. – Później pizza i piwo?
– Okej, ale zamiast piwa, wolę wino. – Znów zalała jego ucho perlistym śmiechem, pobudzając rozedrganie w piersi, w brzuchu i niżej.
– Będę po ciebie o szesnastej. – Zabrzmiał, jakby pytał, nie stwierdzał. – Pozwolisz, że film wybiorę samodzielnie. – Dodał dużo pewniejszym tonem.
– Nie mogę się doczekać – mruknęła, Piotr zgrzytnął zębami. – Zaskocz mnie.

Rozłączyli się, ich następna reakcja była identyczna.  Zamarli ze wzrokiem wbitym w gasnący wyświetlacz telefonu, zastanowieni podobną myślą – jak skończy się ten wieczór.

Czas pozostały do spotkania, wlókł się obojgu niemiłosiernie. Gdy Piotr wreszcie dotarł przed drzwi mieszkania Zuzki, serce dudniło mu w piersi, jakby przebiegł kilka kilometrów. Denerwował się, choć postanowił podejść do konfrontacji na pełnym luzie. Myślał, że mięsień serca w szybszy galop nie wpadnie już, lecz się mylił. Mógłby przysiąc, że w momencie, gdy Zuzka przekręcała klucz w drzwiach, osiągnął stan przedzawałowy, w uszach mu szumiało, a wszystko przez analogie ze wspomnieniami.  Kiedyś to ona stała przed drzwiami jego mieszkania, później umiejętnie odegrała się za podanie tabletki gwałtu. Teraz on przyszedł do Zuzki i musiał opanować kilka sprzeczności, targających ciałem i umysłem. Miał ochotę uciec, by uniknąć konfrontacji, a przede wszystkim zastopować nadmiar sprzecznych emocji. Zbyt wiele myśli, za mało tlenu, za jasne światło i intensywne kolory, to bombardowało zmysły, a przecież jeszcze nie zobaczył Zuzki.
W końcu czubek klamki obniżył się, między futryną, a skrzydłem drzwi, powstała szpara.  Gdy odemknęła je, Piotr wciągnął powietrze i zamarł zachwycony widokiem kobiety, w której nie zamierzał się zakochiwać. Przynajmniej tak długo, jak to będzie możliwe. Był o krok od wpadnięcia w ten odmienny stan świadomości, w którym biegają srebrne jednorożce, a amorki rzygają tęczą. Patrzył w roześmiane oczy Zuzki i doszedł do odkrywczego wniosku, że tak właściwie, to jest gotów na jednorożce, rzygające amorki, a nawet pieprzone różowe słonie i wróżki, byle okazało się, że spotkanie Zuzki jest czymś więcej, niż przelotnym przypadkiem.
Chciał więcej, dużo więcej.
Piotr chciał wszystkiego.

59
  • Olka

    A ja mam wręcz odwrotne wrażenie – że od pewnego czasu postaci Miki są dwuwymiarowe, płaskie. Kiedyś pędziła z fabułą, ale było ciekawie, dynamicznie. Teraz mamy Zuzkę, która jest piękna i chłodna – w każdym odcinku podkreślana jest jej uroda, leci na nią klient, kolega, leci sąsiad, leci Piotr, faceci z knajpy, na każdym kroku przypomina się nam, że ona ma to gdzieś albo to wykorzystuje. Piotr to samiec alfa, więc na każdym kroku, po dziesięć razy, jest nam przypominane, że to prawdziwy facet, męski i owłosiony, z dużym przyrodzeniem i że nie zamierza się dać uwieść Zuzce. Początkowa gra między tą dwójką była nawet interesująca, ale co za dużo, to niezdrowo. Przemiana psychologiczna nie jest niczym poparta – oto oboje spotkali kogoś innego, niż wszyscy do tej pory i stąd ta fascynacja – okay, ale każdy jest inny, a wg mnie Mika wkłada ludzi w schematy do bólu. Bohaterowie są tak bardzo uwiarygadniani, tak bardzo nie szczędzi się nam detali, jakby to było na serio. Przez to coś zgrzyta. Jakby byli rysowani w wersji czarno-białej. Można i tak, ale do tego potrzeba innej konwencji i – przede wszystkim – konsekwencji, a to bardzo szwankuje.
    Jedynie rozmyślenia Piotra odnośnie tego, że połączyło ich pożądanie, a w zwykłym życiu może im się nie udać, do mnie trafiają. W sumie właśnie byłam przekonana, że NIE czują do siebie jedynie popędu i fascynacji, że jest między nami coś wyjątkowego – niestety co, to nie wiem, bo nie zostało to przedstawione. „Inność” od poprzednich partnerów mnie nie przekonuje.

    • Olu, szanuję Twoją opinię i to, że chciało Ci się ją wyrazić 🙂
      Co do nie trafienia do Ciebie, to ja nie robię niczego na siłę, nie piszę pod publikę i wiem, że nie trafię w w każdy gust. Jak to mówią, o gustach się nie dyskutuje i jeszcze, że nie jest ładne, co jest ładne, ale co się komu podoba 😉
      Co do pędu akcji, to masz rację. Spowolniłam, zatrzymuję się przy detalach. Moje pisanie jest adekwatne do prędkości życia. Robię wszystko, by spowolnić,móc skupić się na detalach życia 😀
      Całusy :*

  • Tony F.P.

    Nie tylko Zuza i Piotr zastanawiają się jak skończy się ten wieczór – cała rzesza czytelników również. Wprawdzie istnieje możliwość, że zaczną od trzymania się za ręce, na trzeciej randce pocałunek, na 8 lekkie obściskiwanki, na 15…, ale mam nadzieję, że aż tak długo nie każesz nam Miko za tą marchewką latać:)
    Motyw z sąsiadem przedni – uwielbiam te Twoje historyjki w tle. A właśnie! Pani kelnerka widziała pobicie Piotrusia i to ona wezwała pogotowie? Pytam, bo scena pojawiła mi się przed oczyma jak żywa i tak jakoś w umysł zapadła. Podobnież jak wizja amorków rzygających tęczą:) Zdecydowanie jestem za podomykaniem wątków i nie śpieszeniem się z kończeniem historii – jakaś sceneczka drobna (typu: „Rok później”) ze wspólnego pożycia naszej skomplikowanej parki baaardzo mile widziana:)

  • Olka

    „Najchętniej rzuciłaby wszystkie zajęcia w kont” – chyba „kąt”? 😉

  • Karlik

    Durś cisna za marchewką. Ale, pieronie, tak głodować to jo moga w pierony i trocha. Maniek Kuternoga mnie pokonoł. Czekom na zaś