Historie rodzinne XXXIII

mikakamaka 21/06/2017 21:44 4 Permalink 29

Ostrzegam, „pojechana” ta część, ale czasami tak właśnie lubię popisać.
Przyjemności czytania i promieni słońca pierwszego dnia lata wchłaniania.

Marlena, jak co rano zarzucała na głowę i ramiona chustę, po czym szła do lasu. Uwielbiała te chwile samotności i zatopienia się w spokoju przyrody. Długi czas mieszkała w mieście, toteż zachwycała ją teraz czystość świata wokół. Śpiew ptaków, zapach drzew i bzyczenie owadów. Zapomniała, jak przyjemne są te doznania. Naturalne, kojące, bezpieczne.
Szła przez las, zbierając grzyby, których nieliczne już kapelusze brązowiły się w poszyciu. Zapas ziół już miała, ale grzybów nigdy nie było zbyt wiele. Da je po powrocie Kasi do obrania. Później ta nabije je na igłę i zawiesi nad piecem na nitce, te jesienne, leśne korale. W zimę rosół z wywarem z grzybów przypomni wszystkim chwile lata, przeniesie wonnym pomostem do ciepła wiatru i bzyczenia owadów. Musiała nazbierać też kwiaty dla Ludwiki. Może przejdzie się dalej, do łąki. Tam powinna znaleźć jeszcze maki. Ich czerwone, nader delikatne pączki, były ulubionymi kwiatami Ludwiki.
Marlena pokochała tą kobietę. Chcąc nie chcąc, stała się dla niej córką. Zastąpiła jej syna, którego ta niedawno straciła.
Dreptała niespiesznie, bardziej relaksując się, niż spełniając obowiązki, gdy wzrok jej przyciągnął ruch między drzewami. Zmrużyła oczy, pochyliła się do przodu. Odłożyła koszyk na ziemię, starając się przyjrzeć zbliżającej się postaci. Nie obawiała się wilków, bo te nie podchodziły tak blisko gospodarstw. Mógłby to być dzik, ale te nie biegły w takim tempie, jeśli coś im nie zagrażało. Przemknął jej przez głowę obraz postaci Esesmana. Wiedziała, że to bez sensu, bo przecież nie biegłby on pomiędzy drzewami. Wróciła myślą do dzika, ale rozpoznała kolorową kratę, powiewającą za pędzącą osobą. To był człowiek i jeśli dziwnym zbiegiem okoliczności nie miał identycznej chusty, to musiała to być Kasia.
Dlaczego tak pędziła? Przed kim uciekała? Przed dzikiem?
Strach zmroził Marlenę w momencie, gdy zobaczyła, że ktoś szarpie dziewczynę, zrywając z niej chustę. Kilka metrów później rzuca się na nią, powalając ją sobą na ziemię, nakrywając ciałem. Marlena wiedziała, że musi się podkraść bliżej, spróbować jej pomóc.
Nie miała pojęcia, że nie była jedyną obserwatorką zajścia. Od dłuższego czasu, w ślad za nią szedł mężczyzna. Nie chciał jej skrzywdzić, ale nie mógł też się ujawnić. Poza tym, Marlena podobała mu się, przyciągała wzrok swą urodą. Nie miał zamiaru jej wystraszyć. Chciał tylko popatrzyć. Nie oczekiwał, że na plan pierwszy wybije się ktoś inny.

***

Wasyl doganiał dziewczynę. Ta, niczym oszalała ze strachu sarna, przebierała drobnymi stopami, mając pewnie jeszcze nadzieję na powodzenie ucieczki. Był metr od niej. Spodnie uciskały go, gdy oszalałe serce pompowało krew do podbrzusza. Czuł, że jest gotów. Twardy, głodny dotyku jej gładkiej skóry i gorącego oddechu. I krzyków.
Musiała być delikatna. Na taką wyglądała. Pewnie jest ciasna, więc będzie mógł ją rozepchać sobą.
Wyciągnął dłoń, złapał za chustę, która powiewała na ramionach Kaśki. Została mu między palcami. Dziewczyna przyspieszyła, poczuwszy dotyk. Wiedziała, że pościg jest tuż.
Wasyl tracił cierpliwość. Chciał ją już mieć. Wziąć siłą bez względu na to, czy ona tego będzie chciała. Chciał, by się broniła, płakała, krzyczała. Pragnął jej oporu.
Skoczył do przodu, wyrzucając ramiona w przód, obejmując ją nimi i ciągnąc ciężarem ciała na ziemię. Upadli na poszycie. Gałązki łamały się pod nimi, szeleściło igliwie. Wasyl dyszał, dziewczyna zakwiliła. Przeturlał się na nią, dzikim wzrokiem zaglądając jej w oczy. Był już oszalały z podniecenia. Naparł kolanem na jej uda i siłą rozwarł je, moszcząc się między nimi. Podciągnął się na ramieniu, podparł na kolanie i sięgnął dłonią między ciała. Szarpnął materiał spódnicy. Ten puścił pod naporem silnych rąk. Dotknął jej między udami i natrafiwszy na kolejną warstwę materiału, pociągnął w górę, zrywając kolejną zaporę.
Kasia została pozbawiona majtek. Bała się ruszyć. Zmartwiała ze strachu. Zastygła, niczym myszka, w hipnotyzującej uwięzi paciorków oczu węża. Szła na pożarcie, ale nie strach był dojmującym uczuciem. Może na początku, gdy odruchowo rzuciła się do ucieczki. Wtedy nogi same niosły ją w kierunku domu. Był niedaleko. Miała szanse na to, by dobiec do niego i ukryć się przed mężczyzną.
Samiec. Tym był leżący na niej człowiek. Seksualna energia biła od niego, wyzierała mu z oczu. Nikt nigdy tak na nią nie patrzył. Widziała, że w tym momencie jest dla niego wszystkim. Stała się centrum wszechświata tego człowieka. Niczego bardziej nie pożądał. Była pewna, że i pięciu ludzi nie oderwałoby go od niej w tym momencie.
Miała jego twarz o centymetry od swojej. Wiedziała, co chce zrobić, ale coś w niej zakazało obrony. Zapulsowała skurczem w podbrzuszu i między nogami. Gdy szarpnął bieliznę, a chwilę później badał jej kobiecość palcami, wstrzymała oddech. Czuła, że wsuwa w nią palec. Zagryzła wargi, zacisnęła powieki i skupiła się subtelności doznań. Abstrakcyjne uczucie zważywszy fakt, że była brana siłą.
Wasyl z zaskoczeniem stwierdził, że dziewczyna jest mokra, a palec wślizguje się w nią bez trudu. Zezłościło go to, bo pragnął jej oporu. Chciał, by broniła się przed nim.
Nie potrafił już czekać, nie chciał. Jądra pulsowały domagając się spełnienia. Całe ciało objęły dreszcze, zaczynał się trząść. Rozpiął rozporek, uwolnił sztywny członek i nie spuszczając wzroku z leżącej pod nim dziewczyny, naparł na jej ciasne wnętrze. Krzyknęła, rozszerzając przerażone oczy. Naparł mocniej, wbił się w nią do końca. Zaskoczyło go, a zarazem uradowało, że był jej pierwszym mężczyzną. Pierwszym i ostatnim. Po wszystkim ją zabije. Udusi, gdy spuści się w tą drobną istotę. Nie zabił dotąd kobiety, a co najwyżej uderzył. Po raz pierwszy zapragnął posunąć się do uśmiercenia wziętej siłą istoty.
Cofnął biodra i naparł. Ponowne wycofanie i silne pchnięcie, w ciasną kobiecość drobnego dziewczęcia.
Kasia westchnęła przeciągle, dłonie zaciskając na igliwiu, podciągając kolana. Czuła gorącą, żylastą twardość, trącą jej wnętrze. Na początku był ból, lecz ten zaczął ustępować czemuś dziwnemu. To było coś, jakby parcie na pęcherz, pomieszane z coraz silniejszym i o wiele przyjemniejszym mrowieniem, rozchodzącym się pod skórą i w trzewiach. Uchyliła oczy i spojrzała na człowieka, którego imienia nie znała. Był samczy, uroda wzbudzała respekt. Ciemnowłosy, mocno zarośnięty na twarzy i jakby ciosany z kamienia. Tak jej się skojarzył w jednej ulotnej chwili, gdy na moment zwolnił ruchy bioder. Myślała, że to koniec, że skończyło się i teraz ją puści. Myliła się. Obniżył twarz i pocałował ją. Wcisnął język między jej wargi, dłońmi objął głowę i pchnął mocno. To było jak uderzenie, nie była na to gotowa. Jęknęła przeciągle, bo zbyt wiele przyjemności poczuła w jednym momencie. Ból, który wywołało rozdziewiczające ją przyrodzenie, zmienił się w przyjemność.  Zawyła, gdy znów się cofnął, by wbić się w nią i kolejny raz wysunąć z niej na sekundy. Wpadł w galop, młócąc biodrami w szaleńczym tempie. Przestawał nad sobą panować tym bardziej, że dziewczyna żywiołowo reagowała na to, co z nią robił. To było dziwne. Prawie tak nienormalne, jak on sam. Brał kobiety siłą, a te zawsze się przed nim broniły. Nie potrafił się do nich zalecać i nie chciał, więc żadna nie była z nim z własnej woli, czy inicjatywy. Jeśli już, to za pieniądze, ale niczego nie cierpiał tak bardzo, jak sztuczności i udawanych emocji.
Dziewczyna pod nim nie była normalnie reagującą istotą. Ją podniecało jego zezwierzęcenie i to, że brał ją siłą. Jeśli się nie mylił, to nie miała dotąd mężczyzny. Zbyt ciasna była i ten opór na początku. Nim wszedł w nią, czuł barierę, która puściła pod naporem jego obolałego z podniecenia kutasa. Przerwał błonę i to ją bolało. Teraz reagowała inaczej. Każde pchnięcie wyrywało z ust dziewczyny jęk, odchylało głowę i zaciskało powieki. Poczuł potrzebę, by ją pocałować. Po raz pierwszy zapragnął czegoś tak banalnego, jak pocałunek. Wpychał jej język w usta, a ona jęczała, po chwili ssała jego język i znów jęczała.
Kasia zmieniła się w instynkt. Nie panowała nad dłońmi, a te przyciągały biodra mężczyzny, orząc je boleśnie paznokciami. Miejsca, które podrapała, zmieniły się w krwawe kreski. Stopy, bez jej udziału również naciskały na pośladki mężczyzny. Ciało chciało więcej, mocniej i głębiej. Kasia nie jęczała już. Zaczęła zawodzić, dziko reagując na wbijający się w nią organ. Zszokowany obrotem sytuacji Wasyl objął dłońmi jej głowę, by nie uronić ani jednego grymasu ślicznej twarzyczki, choć zwalająca się na jego umysł przyjemność, chciała zamknąć mu oczy, oddzielić świadomość od ciała. Nie pozwolił na to, mimo płynącego do oczu potu i braku oddechu, oszalałego galopu serca.
Dziewczyna zawyła, unosząc się, przylegając do Wasyla. Był zszokowany czując jej ciasne wnętrze, zaciskające się jeszcze bardziej na nim. Jakby go chciała w sobie zatrzymać, nie pozwolić na odsunięcie się. Był spiorunowany uderzeniem orgazmu, który wprawił ciało w nagłe drżenie, unieruchomił go w stężeniu mięśni i zmusił do krzyku. Krzyczał, dygocząc, niczym w febrze, nieświadom pełnego zachwytu spojrzenia, którym śledziła każdy gest, Kasia. W końcu niezdolny do utrzymania się na jej drobnym ciele zsunął się na bok i padł na plecy. Wciąż dyszał, ale oddech spowalniał, serce uspokajało szaleńczy rytm. Z zamkniętymi oczami i rozchylonymi ustami, wydał się Kasi najpiękniejszym mężczyzną, jakiego poznała. Jeśli oczywiście to, co zaszło przed chwilą, można nazwać poznaniem. Spojrzała w dół, na drgające przyrodzenie Wasyla. Aż zagryzła wargę zastanawiając się, jakim cudem coś tak grubego mogło się w niej zmieścić. Miała ochotę dotknąć go, lecz wyglądało na to, że mężczyzna usnął. Penis miękł, a nitka spermy wciąż zwisała, rozlewała się gęstą plamą na brzuchu.
Podźwignęła się więc powolutku i z uśmiechem na ustach, skierowała ku domowi. Nie myślała o zgubionym koszyku z zakupami i chuście. Obojętna jej była potargana bielizna, która zsunęła się ze stopy, została na poszyciu, niczym pamiątka wydarzeń sprzed kilku minut.
Kasia szła uśmiechając się i dla postronnej osoby wyglądałaby, jak ktoś szalony.
Ona nie oszalała. Przebudziła się.

29
  • Tony F.P.

    Zapomniałam o szóstce za nazwisko Jacka – „Waligrucha” – cudo!:) Przyczepię się do:
    „Spojrzała w dół, na drgające przyrodzenie Wasyla. Aż zagryzła wargę
    zastanawiając się, jakim cudem coś tak grubego mogło się w niej
    zmieścić. Miała ochotę dotknąć go, lecz wyglądało na to, że usnął.
    Miękł, a nitka spermy wciąż zwisała, rozlewała się gęstą plamą na
    brzuchu.”
    Oczywistym jest, że usnął Wasyl, a nie jego penis… hmmm… chociaż tak na dobrą sprawę, to on też, aczkolwiek chyba jednak o Wasyla chodziło:)

    • Po pierwsze chcę Ci podziękować. Za to, że Ci się chce skrobnąć komentarz.
      Gdy jest cisza pod kolejną częścią opowiadania, to zazwyczaj zastanawiam się, czy jest ono takie słabe, czy może w złym kierunku poszłam.
      Błąd poprawiony – dzięki.
      Wracam więc do pisania 😀 Całusy :-*

      • Tony F.P.

        Pewnie, że mi się chce, tylko czasem okoliczności niesprzyjające są, albo totalna niemoc człowieka ogarnia i nie jest w stanie sklecić jednego sensownego zdania.Słabe, to Twoje opowiadania na pewno nie są, a trafność kierunku to sprawa dyskusyjna. Jednym trafi prosto do serca, inni uznają, że spodziewali się czegoś innego. Na to nie ma mądrych. Najważniejsze, żebyś pisała zgodnie z kierunkiem, który wyznacza Ci opowieść i Twoje własne odczucia, bo wtedy jest to prawdziwe, szczere, autentyczne. Mnie się opowieść podoba i jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy bohaterów – kto/co komu od losu przypadnie.

  • Tony F.P.

    Wygląda na to, że ja też jestem „pojechana”, bo mnie bardzo się ta część podobała:) Była miłym zaskoczeniem:) Z ręką na sercu muszę wyznać, że zgrzeszyłam pychą i zdawało mi się, że wiem co nastąpi, a tu masz! Totalny zaskok i zdziwko nader pozytywne.
    Jako że zamilkłam ostatnio, to tak trochę hurtem się wypowiem:
    1. Stokrotne dzięki za kartki z kalendarza życia Ludmiły. Ludmiły i Jana.
    2. Marcel to niech się może zdecyduje, bo niby to Marleną gardzi, ale obraża go brak jej atencji.
    3. Stefan… grzeszyć pychą już nie zamierzam i nic nie będę gdybać, aczkolwiek wielce ciekawa jestem, który z mężczyzn pojawiających się w życiu Marleny będzie jej mężczyzną.
    4. Szóstka za:
    a) normalne, niewymyślne imiona – sporo moich ulubionych:),
    b) wielowątkowość, tworzenie tła, detale zdawałoby się nieistotne, ale tak naprawdę potrzebne jak najbardziej,

    c) różnorodność postaci i wyraziste ich nakreślenie,
    d) tempo narracji – galopu mam dość w życiu codziennym, więc dla równowagi potrzebuję zatrzymania się, podumania, zawieszenia.

    e) korzystanie z bogatych zasobów języka polskiego – w słowie jest siła,
    f) oddziaływanie na wyobraźnię – zaczynam czytać, a w głowie uruchamia się Kino Domowe:)
    ” Zrobisz coś, o zdolność do czego byś siebie nawet nie podejrzewała” – oj, umiesz, Miko, rozpalić ciekawość. Twoja nauka pisania nie idzie w las:)

    Klikam w serduszko z czystym sumieniem.